środa, 27 lutego 2008

A ja lubię Nowe Miasto!

Witam ponownie. To już trzy dni bez posta na blogu. Przepraszam, byłem zabiegany. Mam nadzieję, że mi wybaczycie, drodzy Czytelnicy.

Spoglądam właśnie na wyniki sondy, którą zamieściłem na prawym pasku strony. Czy podoba Ci się życie w Nowym Mieście? Moja odpowiedź brzmi tak, podoba mi się. Wiele osób narzeka, że tutaj nic nie ma, że nic się nie dzieje (o czym pisałem w kilku postach), ale to nie jest do końca prawda (o czym także pisałem). Coś zawsze się znajdzie, a tak jak napisałem wyżej, podoba mi się tutaj. Nowe Miasto ma specyficzny klimat i specyficznych mieszkańców. Jedni lepiej traktują drugich, inni gorzej. Tak jest wszędzie. Ale ja lubię to miasto. Każdy każdego zna, idziesz ulicą to głowa ci się buja od mówienia "dzień dobry", czy "cześć". Jest miło, przyjemnie.

Fakt, brakuje wielu rzeczy, ciekawych miejsc. Ciekawych w sensie masowej rozrywki. Nie mamy kina, teatru, basenu itp. Kto wie, może za kilka (naście, dziesiąt?) lat się tego doczekamy. Może... Tylko że kto tutaj będzie tyle lat czekał? Naprawdę, z tego co zauważam, w Nowym Mieście zostali nieliczni z mojego rocznika, nieco starsi czy też nawet nieco młodsi. Niewielu zostało. Wyjeżdżają do szkół, pracy. Nie wracają, rozjeżdżają się w świat i tyle. Chwała tym, którzy przyznają się do tego, skąd pochodzą. Bo pewnie są też tacy, którzy nie chwalą się, że są z Nowego Miasta. Bo kto tam wie, co to Nowe Miasto jest. Pewnie jakaś dziura. W sumie, może i dziura, w której na razie wszystko jakby umiera, ale stąd pochodzimy, to jest część nas, naszej tożsamości.

Podziwiam tych, którzy wracają. Wracają po szkole, wykształceni. Dlaczego to robią? Nie wiem, może chcą coś w naszym mieście zmienić. Ostatnio rozmawiałem z Michałem Łapińskim. Jego też podziwiam. Ma tytuł doktora, mógł pracować na uczelni, ale wybrał życie na Kaczym Bagnie. Przyjechał tutaj, wrócił do rodzinnych stron po wielu latach spędzonych w Szkole pod Żaglami, na oceanach, morzach i gdzie tam on jeszcze był. W sumie mógł mieszkać gdzie chciał, ale wybrał Nowe Miasto, a dokładniej Kacze Bagno. I takich jak on zaczyna przybywać. Nieliczni, bo nieliczni, ale wracają. Czują jakąś więź z naszą dziurą, czarną plamą pomiędzy Iławą a Brodnicą, Olsztynem a Toruniem. Może oni dadzą sygnał innym, żeby ci w ogóle nie wyjeżdżali?

Wiecie co mi się marzy? Rada Miasta składająca się z samych młodych ludzi. To byłby ewenement, prawda? Średnia wieku powiedzmy 25 lat. Wiadomo, że z początku byłoby pewnie ciężko się wciągnąć, ale kto się urodził radnym? Obserwując pracę naszych obecnych wybrańców śmiem twierdzić, że młodzi daliby sobie radę, kto wie, może nawet lepiej. Radę darzę szacunkiem, burmistrza i pozostałe władze też. Ale młody człowiek, to młody człowiek. Ma inne spojrzenie na świat, na swoją małą ojczyznę. No cóż, do wyborów jeszcze kilka lat, może ziści się to, o czym teraz piszę? Wtedy to już w ogóle będę lubił życie tutaj. Choć teraz też lubię, i to bardzo. A Wy?

niedziela, 24 lutego 2008

Nowomieszczanie, obraz nas samych

Jacy jesteśmy? Jakie jest Nowe Miasto Lubawskie, jego klimat i mieszkańcy? Jeśli zacznę generalizować, idąc spokojnie ulicą dostanę pewnie cegłą w głowę;)

A teraz już całkiem serio. Wrócę jeszcze raz do spotkanie biznesowego dotyczącego Drwęcy. Otóż tak jak pisałem, zaproszonych zostało 40 osób, a przyszły cztery... (z "biznesu"). I chwała im za to. A co z resztą? Otóż z resztą mogło być różnie. Jedni może faktycznie nie mogli przyjść/przyjechać. Inni z kolei w ogóle gdzieś mają klub. Ale nie o klubie chciałem w tym poście pisać. Nawiązuję do spotkania, bo dało ono obraz tego naszego biznesu, dało obraz nas samych. Po części oczywiście, ale dało. Bo czy czasami nie odczuwacie, że w Nowym Mieście jest tak, że jeden drugiemu najchętniej łyżką oko by wyjął? Ja czasami odnoszę takie wrażenie. I to mowa nie tylko o zwykłych, szarych ludziach, ale też właśnie o przedsiębiorcach, tych prowadzących własne interesy. Naprawdę, czasami, gdy słyszy się to co ja słyszę, te najróżniejsze opinie o tym czy o tamtym, to w głowie się nie mieści. Jak ten ma tyle, to na pewno ukradł albo jakiś przekręt zrobił. Jak tamten ma tyle, to na pewno złodziej itp itd. Ludzie! Opanujcie się! Żyjemy w małym środowisku, w którym niemal każdy każdego zna. Jakżeby można było to nasze Nowe Miasto wspólnymi siłami wspaniale rozwinąć. Tylko jak tu rozwinąć, skoro nie ma jedności.

Inną sprawą jest to, że Nowe Miasto powoli stało się miastem malkontentów. Wiem, że ja na blogu też raczej mało pozytywnie do tej pory się wypowiadałem, ale akurat daleko mi do bycia malkontentem. Ci, którzy mnie znają, wiedzą że nad wyraz optymistycznie patrzę na życie. Ale dość o mnie. Naprawdę odczuwam, że w Nowym Mieście są w większości ludzie, którzy tylko narzekać potrafią dobrze, nic innego. A to nie ma tego, a to tamtego, a to nic się nie dzieje, a jak się dzieje, to nie tak, jak oni by chcieli. I tak w kółko. Jeśli wciąż będziemy tylko narzekać, to nic dobrego się nie zrobi. Bo jak się ma zrobić, samo? To my decydujemy o tym, co tutaj będzie za dzień, dwa, rok, czy 10 lat. To nasze miasto, nasza rzeczywistość. Mamy teraz siedzieć w fotelu, narzekać na to i tamto i czekać na śmierć? Weźmy się do roboty, zróbmy coś. Ty, który tak narzekasz, marudzisz, powiedz, co takiego do tej pory oprócz swojego gadania zrobiłeś. Jeśli jeszcze nic, to masz szansę, pokaż co potrafisz.

Chciałem tym postem przypomnieć niektórym, że jest pozytywna strona życia, że nie trzeba narzekać, mówić jeden na drugiego. Jesteśmy małym społeczeństwem, więc wykorzystajmy to jak możemy. Do pomocy samym sobie i innym.

Nie pozwólmy by sąsiedzi z Brodnicy, Iławy czy Lubawy z nas się po prostu naśmiewali. Z tego, że nie potrafimy docenić co mamy, a samych siebie najlepiej w łyżce wody byśmy potopili. Pamiętajmy, że to od nas zależy, jak kto nas postrzega. A więc? Kim chcemy być? Dumnymi z życia w Nowym Mieście ludźmi, czy malkontentami z jednym okiem?

sobota, 23 lutego 2008

Część naszej historii umiera...

Zapewne wiele osób, które przeczyta tego posta, powie, że jestem stronniczy. Postaram się jednak napisać go jak najobiektywniej. A rzecz tyczy się Drwęcy, klubu sportowego z Nowego Miasta Lubawskiego.

Po kolei. Drwęca w przyszłym roku powinna obchodzić 90-lecie swojego istnienia. To rekord na Warmii i Mazurach, mamy najstarszy klub. Owszem, przez lata nazwa tego stowarzyszenia zmieniała się wielokrotnie, ale jubileusz tyczy się całego klubu, jego działalności, a nie nazwy. Tak więc mamy Drwęcę Nowe Miasto Lubawskie, jedyny klub w mieście (jest jeszcze Międzyszkolny Uczniowski Klub Sportowy Olimpia, w którym kilka osób trenuje taekwondo, ale jak sama nazwa wskazuje, to klub międzyszkolny). Drwęca jest więc klubem miejskim. Ale to nie tylko klub. To część naszej historii, naszej, czyli Nowego Miasta Lubawskiego. Oprócz chóru Harmonia nie ma starszego w naszym mieście. Teraz ten klub, ta nasza historia, część nas, ma kłopoty. Próbuje na nie reagować kilka osób i robią co potrafią, by jakoś ratować Drwęcę. Niestety za każdym razem, gdy ktoś próbuje coś zrobić przy Drwęcy, powstaje pewna otoczka. A to kombinuje, a to kręci, a jak włożył 50 tysięcy, to musiał wyjąć 100 i takie różne opinie. Wiele ich można usłyszeć. Jeszcze do niedawna wielu mówiło, że skoro na klub pieniądze daje prywatna osoba (Zygmunt Dąbrowski), to nie będzie się do jego interesu dokładać. Jeśli tego przedsiębiorcy nie będzie, to wtedy dam. Słyszało się o takich deklaracjach, prawda? A teraz co? W klubie nie ma już pana Dąbrowskiego, ale pieniędzy też nie ma.

W czwartek odbyło się spotkanie z nowomiejskim biznesem. Niezłe mi spotkanie, przyznam, że się uśmiałem. Na 40 zaproszeń odpowiedziały cztery osoby. Nowomiejski biznes? Nie! Jeden mieszkaniec Tereszewa, jeden Lipowca (o ile pamiętam, ale firmę ma w Kurzętniku), dwóch nowomieszczan i radny Adam Straus, zwany też Bilem. Ot cały obraz nowomiejskiej elity przedsiębiorców. Ale nic to, ważne, że ktoś przyszedł. Myślę, żę przy okazji kolejnych planowanych spotkań liczba ta się powiększy. Zdziwiło mnie jednak zachowanie pani burmistrz, Aliny Kopiczyńskiej. Nie wiem czy dostała zaproszenie, ale myślę, że tak. Jeśli nie, to w sumie i tak nic nie tłumaczy. Pani burmistrz przyszła, otworzyła spotkanie, po czym stwierdziła że jest już wiele godzin w pracy i wyszła. Ja byłem w szoku. Totalnym. Moim zdaniem burmistrzem jest się cały czas, a nie w określonych godzinach. Moim zdaniem Drwęca to nie prywatny folwark, a klub z Nowego Miasta Lubawskiego, który tworzy jego historię i go promuje. A na dowód tego, że ów klub jest promocją, mogę przytoczyć wypowiedź nowego skarbnika miejskiego, pana Daniela Karaźniewicza. Zapytałem go co wiedział o Nowym Mieście Lubawskim zanim przyszedł tutaj pracować. Odpowiedział, że wiedział tylko, iż jest tutaj klub Drwęca. Koniec przykładu. Wracając do pani burmistrz. Naprawdę, uważam to za niegrzeczne i niestosowne zachowanie, bo to wyglądało tak, jakby los jednej z ostatnich atrakcji Nowego Miasta Lubawskiego był jej obojętny. Mam nadzieję, że tak nie jest.

Wiem, że na pewno upadku Drwęcy nie chce wielu radnych. To, że był tylko jeden przedstawiciel rady na spotkaniu, o niczym nie świadczy, choć w sumie, jakby pozostali chcieli, to by przyszli. Ale mniejsza o to. Jestem ciekaw jakie środki finansowe przyzna rada klubowi na tzw. szkolenie dzieci i młodzieży. Od razu zaznaczam, że nie chodzi mi o to, by miasto sponsorowało klub, ale by mu pomogło, gdy ten tej pomocy potrzebuje. Dziś Drwęca grała z DKS Dobre Miasto. Na meczu był tamtejszy radny miejski. Rozmawiałem z nim trochę, bardzo sympatyczny starszy pan. Ów starszy pan powiedział mi, że w Dobrym Mieście rada przyznała klubowi 92 tysiące złotych na wspomniane szkolenie dzieci i młodzieży. Łącznie na sport w tejże gminie miejskiej przeznaczono 160 tys. zł z budżetu. A budżet Dobrego Miasta, według tego co mi powiedział tamtejszy radny, to 30 milionów złotych. U nas jest nieco większy, ale zapewne o 90 tys. zł klub może zapomnieć. - 90 tysięcy przy 30 milionach to żadna kwota - tak podsumował to pan radny. Ciekawe jak do tej sprawy podejdą nasi radni i ogólnie władze miasta.

Zastanówmy się wszyscy, czy chcemy, by część naszej historii po prostu umarła. Wiem, że na mecze tłumy nie walą, ale ktoś tam przychodzi. Niestety, ale póki co w Nowym Mieście próżno szukać innych rozrywek w weekend. No, chyba że jest coś, o czym nie wiem...

czwartek, 21 lutego 2008

MOSiR - potrzebne to komuś?

Od jakiegoś czasu zastanawiam się, po co Nowemu Miastu potrzebny jest Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji. Może sam w sobie MOSiR nie jest zły, ale cała jego otoczka jest raczej mało użyteczna i dochodów pewnie nie przynosi. Pod pojęciem otoczki rozumiem w tym przypadku hotel i halę. Hotel stoi w takim samym stanie od kilku ładnych lat, jeśli nie kilkunastu. Stoi i w sumie straszy. Jakieś tam doraźne remonty są wykonywane, ale żeby tamtejszy komfort był poprawiony i choćby zbliżył się do jakiegoś standardu? Nie, na to nie ma raczej większych szans. No więc mamy sobie ten hotel, stary, obdrapany. I mamy halę. Piękna hala, taka wymiarowa i taka duża i taka fajna i taka w ogóle. Pamiętam jak jako mały chłopiec pierwszy raz tam zagrałem. To było coś, kurcze, robiło wrażenie. Nowiutka hala i ja w niej grałem. Rok później już dach przeciekał (nie zrobiłem w nim żadnej dziury). I tak sypie się ta nasza hala do dziś. Z tej dużej, fajnej i pełnowymiarowej hali zostało jedynie to moje "i w ogóle". Bo teraz, to ona stoi i w ogóle. Fakt, korzystają z niej szkoły, raz do roku organizowana jest liga piłki nożnej. I tyle. Hala miała być sportowo-widowiskowa. Jest nijaka. Sportowo to może i owszem, ale też z przymrużeniem oka. Jeśli zaś chodzi o jej funkcjonalność widowiskową, to takowej brak. Nie nadaje się ona na żadne koncerty, ba, nawet prezentacje zespołów (swego czasu były prezentacje Drwęcy), bo nikt nic nie słyszy, taka jest akustyka. Do tego tamtejszy sprzęt sportowy wydaje się bardziej nadawać się na wyrzucenie, niż do użytku, bo to to odpada, to tamto.

Mamy więc hotel, który sobie stoi i straszy oraz halę, która stoi i się rozpada. Pieniądze na utrzymanie tych obiektów pochodzą z miejskiej kasy, a co za tym idzie z naszych kieszeni. I na utrzymanie MOSiR także. A jakoś nie widzę nic specjalnego w działalności tej jednostki. Jedyna impreza to wspomniana wyżej liga halówki. A poza tym? Zaznaczam, że nie czuję żadnej antypatii do Stefana Grabowskiego, dyrektora MOSiR. Naprawdę. Tylko moim zdaniem wydawanie naszych pieniędzy na funkcjonowanie takiej jednostki nie jest jakoś zyskownym dla mieszkańców Nowego Miasta interesem. Bo zapytajmy kogoś na ulicy, czy wie co ostatnio działo się w ośrodku. Wątpię, by ktoś odpowiedział twierdząco. Po co więc wydawać kasę na coś, co po prostu jest, istnieje, żyje z dnia na dzień, ale nic więcej? Płacić za istnienie MOSiR tylko po to, by był? Hmm... Jakoś nie jestem do tego przekonany. A może się mylę? Może ośrodek robi więcej, niż mi się wydaje? Jeśli tak, czekam na Wasze argumenty.

P.S. Dzięki kajoo za przypomnienie - faktycznie zapomniałem dodać, co proponuję w zamian. Ano myślę, że można te obiekty komuś wydzierżawić, sprywatyzować. Miasta póki co nie stać na to, by kompletnie wyremontować hotel czy też odpowiednio wyposażyć halę. Prywatny inwestor mógłby być dobrym rozwiązaniem, bo w jego interesie leżałoby poprawienie bazy hotelowej lub wspomnianej hali. Miasta, jak już napisałem, na to nie stać.

wtorek, 19 lutego 2008

Nadzieja umiera ostatnia

Jestem ciekaw co to będzie z naszą Drwęcą. Blisko 90-letni klub chyli się ku upadkowki. Przykro to pisać, ale taka prawda. Ale nie to jest najgorsze. Kluby powstają i upadają, taki ich żywot. Widocznie kiedyś musiał przyjść czas na Drwęcę. Żyję z nadzieją, że to jeszcze nie ten czas....

Jeszcze niedawno cieszyłem się (jak dziecko) z gry Drwęcy w II lidze. To były czasy! Ha! Przyjechała Jagiellonia Białystok i ledwo wywiozła remis, był Widzew Łódź, który bardzo szczęśliwie wygrał 1:0. Ja jestem jeszcze młody, myślę, że jeszcze wiele przede mną. Ale ci starsi mieszkańcy Nowego Miasta i klubowi działacze, dla nich to dopiero były chwile. Pamietam Gerarda Wyszyńskiego, starszego pana mieszkającego niegdyś przy stadionie. Był opiekunem boiska przez wiele długich lat. Większość swojego życia poświęcił Drwęcy. Kiedy przyszedł awans do II ligi, na policzkach jego i wielu innych podobnych jemu działaczy, spłynęły łzy szczęścia. Na takie chwile czekali całe swoje życie. Oni oddaliby wiele, by ratować klub, jakoś mu pomóc. Jednym z takich ludzi jest pan Benek Adamkiewicz. Pan Benek. Tak, ten sam, który maluje linie na boisku, starszy pan w okularach. Przychodzi, ogląda mecze z boku, bije brawo, cieszy się z wygranej, przykro mu po porażce. I teraz też mu pewnie przykro, kiedy widzi to co się dzieje z klubem. Wielu innym, nieco młodszym i tym całkiem młodym, też jest przykro. Ale chyba nie wszystkim...

Jakoś u niewielu związanych z klubem młodych ludzi zauważyłem, by się przejmowali Drwęcą. Większość z nich, tych, którzy dzięki Drwęcy zaczęli w ogóle pojmować grę w piłkę, zostawiło klub w chwili, kiedy ich najbardziej potrzebuje. Poszli w świat. Za pieniędzmi. Bo raczej nie w pogoni za zdobyciem nowych umiejętności - każdy trafił gdzieś do IV ligi. Nasi ludzie, nowomieszczanie, po prostu odwrócili się od klubu. Wiem, wiem. Klub zapewne zalegał im pieniądze, długo nikt nie płacił itp. Rozumiem, OK, w porządku. Ale można było się jakoś dogadać, spróbować, a nie po prostu wypiąć się na swój macierzysty klub w chwili, kiedy potrzebuje on pomocy jak nigdy dotąd. Może gdyby to były inne czasy? Czasy właśnie panów Benka i Gerarda? Może wówczas coś takiego jak lokalny patriotyzm coś by znaczyło. A teraz? Teraz liczy się tylko kasa. Ale czyżby? Spójrzmy kto przyjeżdża na treningi, sparingi Drwęcy. Spójrzmy, kto chce grać w tym klubie. Pojawił się piłkarz z A klasy z Burzy Słupy, był ktoś z Nidzicy, Olsztynka, Działdowa chyba też. Oni po kasę raczej nie przyjechali, czytają gazety, wiedzą, że tutaj nie ma pieniędzy. Przyciągnęła ich chęć gry w trzeciej lidze. I ta chęć gry jest silniejsza od żądzy pieniądza. Ale co jest najlepsze? Ano to, że teraz ci chłopcy, którzy przyjechali do Nowego Miasta Lubawskiego z różnych zakątków naszego województwa, teraz właśnie oni będą ratować Drwęcę. Nie nasi, nowomieszczanie, a (przepraszam za określenie) obcy, ludzie z zewnątrz. Jak to o nas świadczy?

Zaznaczam jednak, że nie mówię tutaj o wszystkich nowomieszczanach. Owszem, kilku jednak zostało i chwała im za to. Najbardziej cenię za ten ruch Adriana Kurala. Ten chłopak ma, jak to się mówi, papiery na grę. Talent jakich długo w Nowym Mieście pewnie mieć nie będziemy. Podobnie zresztą jest z Grzesiem Domżalskim. Jeden i drugi zostali w Drwęcy, kiedy ta ich potrzebowała. Adrian miał propozycje z czołowych klubów trzeciej ligi. Został, bo chce pomóc. Grzesiu swego czasu miał kilka ofert, ale też czekał. Czekał, czekał i się doczekał. Najpierw awansu z Drwęcą do II ligi, bramek w tychże rozgrywkach, a potem koszulki z numerem 10 na plecach i herbem Ruchu Chorzów na piersi. Tak, tam teraz gra.

I co? Można było zostać, poczekać, a przede wszystkim pomóc? Można było. A teraz ratują nasz klub ludzie z zewnątrz, którzy z Nowym Miastem mają tyle wspólnego, co Nowe Miasto z Krakowem. Trener też jest z zewnątrz, a bardzo zaangażował się w pomoc klubowi. A z nowomieszczan zostało jedynie kilku, którzy coś tam jeszcze próbują zrobić. Daniel Cieplak i jeszcze paru. Moim zdaniem, ci wszyscy, którzy teraz coś działają przy klubie, są jego ostatnią deską ratunku. Jeśli im się nie powiedzie, to już nie ma Drwęcy. Jest dno. Trzymam za nich kciuki, bo jeśli Drwęca padnie, to w Nowym Mieście nie będzie już żadnego sportu drużynowego. A odbudować to od podstaw będzie bardzo trudno i potrwa to wiele długich lat...

Nadzieja umiera ostatnia. Moja jeszcze żyje...

piątek, 15 lutego 2008

Kulturalna stolica powiatu, czyli... Bratian

Gdzie najwięcej się dzieje, jeśli chodzi o rozrywkę kulturalną? Też zauważyliście, że w Bratianie? Bo ja tak. Naprawdę, tam niemal ciągle (mam na myśli weekendy) coś się dzieje. Bratian powoli wyrasta nam na kulturalno-rozrywkową stolicę regionu. A jeśli jeszcze klub Drwęca upadnie (w co w sumie nie wierzę, ale jeśli) to pewnie tam (lub do Kurzętnika) będziemy jeździć oglądać piłkę nożną. Bo w Nowym Mieście wówczas niewiele będzie. Sport pada, kultura pada (a w zasadzie w ogóle się nie podnosi z niskiego poziomu), jedynie markety nam budują. No i rondo w planach. A co jeśli chodzi o rozrywkę dla mieszkańców? Raczej posucha, co nie? W Nowomiejskim Domu Kultury jakoś nie dostrzegam zbyt wiele (z całą sympatią do przesympatycznego dyrektora tej jednostki). Owszem, są stałe kółka i zajęcia, ale to dla zapisanych, głównie dzieci. Ale żeby jakiś koncert czy coś w tym stylu? Niestety, nie ma... Przykro to mówić. Powiatowe miasto, a bardzo mało rozrywek. A taki Bratian, malutka wieś niedaleko Nowego Miasta. Raczkuje tam klub motocyklowy, bractwo rycerskie, kabaret (który zresztą przeniósł się z Nowego Miasta). Centrum wszystkiego jest Młyn Brata Jana - przez wielu od lat niemal niezauważany budynek, który stał od zawsze. Teraz ów budynek zyskał nazwę - Młyn Brata Jana, a mieści się w nim wspomniany klub motocyklowy, siedziba bractwa, no i klub Anana, w którym odbywają się koncerty. Spory na to wpływ ma dyrektor GCK w Mszanowie. Czym jest GCK i kto jest jego dyrektorem? Ano jest to Gminne Centrum Kultury, a szefem jest Andrzej Andrzejewski z Nowego Miasta. Pewnie prędko ze stołka nie zejdzie, bo i chyba nie ma powodów - w Bratianie stworzył stolicę powiatu, przynajmniej kulturalno-rozrywkową. Przynajmniej raz w miesiącu odbywają się tam jakieś koncerty, imprezy i tym podobne. Ostatnio zawitała legenda punka - Farben Lehre. Poza tym, że około 300 osób bawiło się w najlepsze przy świetnej muzyce, to sam zespół był pod ogromym wrażeniem miejsca, w którym przyszło mu grać. Nie myśleli, że można zrobić coś takiego z czegoś takiego. Stary młyn został zaadaptowany na klub muzyczny przy pomocy kilku desek, silikonu, farby w spray'u i przede wszystkim chęci młodych ludzi i to z Nowego Miasta! Własnym siłami w małej wsi zrobili coś, czego nie powinni się wstydzić. Nie tylko oni, ale także powiat nowomiejski. Mieszkańcy Bratiana też powinni być dumni z tego, że teraz częściej w kontekscie rozrywki kulturalnej, wspomina się o ich wsi, niż o Nowym Mieście. Ja bym był.

W kwietniu w Nowym Mieście szykują się zmiany w Nowomiejskim Domu Kultury. Może nie tyle w nim samym, co jego strukturach. Ma powstać Miejskie Centrum Kultury (dawne NDK i Biblioteka Miejska). Zapewne zostanie rozpisany konkurs na stanowisko dyrektora tejże placówki. Nie wiem kto nim zostanie, może obecny dyrektor NDK. Jedno jest pewne - MCK jeszcze przed swoim powstaniem już ma solidnego konkurenta, czyli wspomniany Młyn Brata Jana. Mam nadzieję, że między tymi jednostkami toczyć się będzie ostra rywalizacja o zainteresowanie ludzi rozrywkami. Oby tak było. Skorzystamy na tym wszyscy - my jako chętni rozrywki ludzie, a Nowe Miasto i Bratian jako centra owej rozrywki. Zatem pozostaje nam czekanie. I imprezy w Bratianie. Najbliższa już w piątek. Koncert znanej w kraju kapeli jazzowej Fool-X-Trio. Ja będę, a Wy?

poniedziałek, 11 lutego 2008

Co zrobić, by coś zrobić

Właśnie wróciłem z kręgielni w Nowym Mieście Lubawskim. Nie, to nie żart, mamy w Nowym Mieście kręgielnię. Coś się w końcu ruszyło. Może inaczej - miasto się nieco rozwinęło pod względem rozrywki dla mas. Tylko tak prawdę mówiąc, gdyby nie pieniądze prywatnej osoby, to nadal niewiele by było. Ale znalazł się facet, który wpadł na pomysł zamiany starego magazynu z klepkami na kręgielnię. Dwa miesiące i było po sprawie. W piątek otwarcie, dziś pierwszy turniej.

Ten sam facet, który jest właścicielem kręgielni, kilka lat temu miał kaprys, by rzucić "trochę grosza" (nie takie trochę, proszę się tym nie sugerować) na piłkę nożną. I tak rzucał i rzucał, aż Drwęca awansowała do II ligi (z której spadła z hukiem i do tej pory nie może się po tym pozbierać, ale nie o tym będę pisał w tym wątku). Podobnie jak wówczas, tak i dziś, na rozrywkę do Nowego Miasta przyjeżdżali sąsiedzi zza miedzy, czyli lubawianie, iławianie. Tylko nie byłoby tego, gdyby nie prywatne pieniądze. Bo w sumie kto przyjedzie do miasta powiatowego, jedynego miasta w powiecie, w którym nawet nie ma sceny z kurtyną z prawdziwego zdarzenia? Do miasta powiatowego, jedynego miasta w powiecie (mogę to powtarzać do znudzenia), w którym nie ma kina (jest Harmonia, ale... no, właśnie, hmm...)? Do miasta powiatowego, jedynego miasta w powiecie, w którym nie ma prawdziwej sceny do koncertów? No kto? Po co? Kulturalno-rozrywkową stolicą regionu to my nie jesteśmy. Na pewno nie w powiecie, bo ta rola przypada (przypominam, że to moje subiektywne odczucia, w końcu to mój blog;) Bratianowi (o tym w jednym z kolejnych postów). Odpowiedź na te pytania jest prosta - NIKT. Nikt nie przyjedzie. Jedynie przejedzie. Dalej, do Brodnicy, Torunia, ewentualnie Iławy, Ostródy czy Olsztyna. Tam mają sztandarowe imprezy, takie jak np. Złota Tarka i Iławskie Spotkania Kabaretowe (Iława), czy festiwal reggae w Ostródzie. A my? Co mamy? Normalnie nie wiem od czego zacząć wyliczać, tyle tego jest. A już całkiem serio, to nie mamy NIC... Jednak wbrew pozorom, mimo takich, a nie innych warunków coś się czasami dzieje. Tylko że tego nie doceniamy...

Jeśli tak będzie dalej (czyli nie będziemy doceniać tych, którzy coś próbują robić), to w Nowym Mieście zostaną sami malkontenci, których naturą jest marudzenie. A reszta sobie wyjedzie (patrz Zbyszek Kamiński i organizowany przez niego Zlot Fanów Queen - czy będzie w tym roku?). Umieramy, a najgorsze jest to, że sami sobie zgotowaliśmy taki los. Dlatego też doceniajmy tych, którzy coś robią, czasami sami podkasajmy rękawy i weźmy się do pracy. Zróbmy coś. Coś, co sprawi, że rozbujamy to nasze miasto i lubawianie i iławianie będą jako miejsce rozrywki wybierać Nowe Miasto. A już przede wszystkim nie narzekajmy na tych, którzy coś robią. Jeśli sami nic nie robimy, to nie komentujmy, że to mogło być lepiej, a to inaczej. Bo to tak, jakbyśmy podcinali gałąź, na której siedzimy. Zniechęcamy w ten sposób ludzi, którzy cokolwiek robią. Potem oni wyjeżdżają tam, gdzie są doceniani, a nam pozostaje pustka. Czarna dziura. Ale dla malkontentów to będzie raj, bo znów można będzie ponarzekać. Nie pozwólmy na to, bo potem pozostanie nam jedynie to, o czym śpiewał Big Cyc. A zaczynało się to, o ile mnie pamięć nie myli, tak: "W naszym mieście niewiele się dzieje...". Resztę znacie, prawda?

Mój blog miał być żartobliwy, z humorem, ale jednak całkiem serio. Tymczasem dwa pierwsze wpisy traktują o tym, że nie jest tutaj wesoło. Ale niestety taka jest prawda... To miasto umiera... Po prostu umiera... A wiecie co jest najgorsze? To, że wielu osobom to nie przeszkadza. Dalej sobie siedzą, przyglądają się z boku i mówią, że nic się nie dzieje. A jeśli już się dzieje, to im się to nie podoba. Bo trzeba ponarzekać. To normalne i naturalne zachowanie typowego nowomieszczanina - narzekanie. Jak jest koncert na rynku, to marudzenie, że to na rynku a nie na stadionie. Jak impreza jest na stadionie, to narzekanie, że mogłaby być na rynku. Przykładów jest wiele. Może już wystarczy tego marudzenia? Jak myślicie?

sobota, 9 lutego 2008

Zaczynam. I to na serio

Po kilku próbach stworzenia bloga w końcu uznałem, że czas zacząć na poważnie. W końcu pisanie to moja pasja. Lubię to i raczej tak szybko mi się to nie znudzi. Choć w sumie, kto wie, co nas (mnie) czeka. Ale rozważania o przyszłości zostawmy na kiedy indziej.

Dziś napiszę o tym, co mnie martwi. Jest tego wiele, więc skupię się tylko na jednym problemie. Drwęca Nowe Miasto Lubawskie, tak ów problem się nazywa. Niegdyś drugoligowy klub, teraz w sumie nie wiadomo co. Niby w trzeciej lidze, ale tylko na papierze. Szkoda mi tego klubu, tej Drwęcy. Odkąd tylko pamiętam, była. Teraz wiele wskazuje na to, że nadchodzi jej kres. Dlaczego? Pieniądze, to jest odpowiedź. A w zasadzie brak pieniędzy. Kuratorem w Drwęcy (jego powołanie to też w sumie sprawa na oddzielny wpis) jest Daniel Cieplak, czynny sportowiec, trenujący trójbój siłowy. I może dlatego, że sam trenuje, jest tak ambitny i walczy dalej. Robi to tak, jak potrafi. Jedni wieszają na nim psy, inni wspierają duchem. Bo niczym więcej, worka pieniędzy nikt nie chce dać. Bo w sumie skąd taki worek wytrzasnąć? Ot i pytanie. Ale jest i drugie - po co te pieniądze są tak potrzebne? Ano po to, by opłacić zawodników, sędziów, wyjazdy na mecze itd. Dla niektórych jest to niezrozumiałe, dla niektórych Nowe Miasto Lubawskie jest za małe i za biedne na trzecią ligę. Może i tak, może i nie. Parcie na ten poziom rozgrywek jest, bo przecież szybko się przyzwyczaić do czegoś, co dobre. A trzecia liga jest dobra. Nie tylko pod względem stricte sportowym, ale także promocyjnym. Nasza Drwęca jeździ przecież m.in. do Suwałk, Grójca, Radomia i innych miast w kraju. Tamtejsze media podają, że Drwęca jest z Nowego Miasta Lubawskiego, a nie z (całym szacunkiem dla tych miejscowości) Tylic, Wielkich Bałówek czy Krzemieniewa. Z Nowego Miasta Lubawskiego. A teraz niestety będzie głucho i pusto, bo zostaniemy czarną plamą na mapie, jakimś tam Nowym Miastem Lubawskim, w którym próżno szukać inwestorów, sportu, rozrywek kulturalnych. Dziurą. Oby udało się Danielowi złapać sponsorów, oby i znalazły się jakieś środki w kasie miejskiej (jakieś będą na pewno, tylko jakie?) i oby piłkarze zaczęli grać, kibice przychodzić na mecze i oby Nowe Miasto Lubawskie nie zniknęło z piłkarskiej mapy Polski. Bo już wiele razy było o nas głośno. Chyba nikt z nas nie chce, by teraz nastała cisza. Bo cisza i ciemność były na początku, kiedy jeszcze nic nie było... Jeśli w Nowym Mieście Lubawskim też będzie cisza i ciemność, będzie to oznaczało, że tutaj także nic nie ma... A niestety ten czas nieuchronnie się zbliża... Obym się mylił...