W jednym z komentarzy do mojego posta ktoś poprosił o to, bym napisał co sądzę o portalu Nasza Klasa, co niniejszym czynię.
Nasza Klasa zrodziła się z czegoś tak banalnego i prostego, że aż dziw, że powstała dopiero niedawno. Do szkoły chodził każdy z nas, ale jakoś nikt z nas nie wpadł na to, by stworzyć portal dla klas. Znalazł się ktoś, kto w prostocie zauważył jej genialność i mamy NK. Z początku byłem nastawiony jakoś tak anty. Owszem, zarejestrowałem się po kilku tygodniach funkcjonowania portalu, ale od tego momentu nie zaglądałem tam przez kilka miesięcy.
Kiedy w końcu postanowiłem odświeżyć sobie pamięć i zajrzeć na wspomnianą stronę, zaczęło się ;) Coraz to nowi-starzy znajomi, których nie widziałem od kilku lat, znaleźli się w mojej liście kontaktów. Odświeżyłem trochę znajomości, zrobiło się miło. Jednak miło przestało się robić, kiedy z ciekawego, społecznościowego portalu zaczęła się robić komercyjna machina do robienia pieniędzy. Szkoda, że coraz więcej funkcji na NK jest dostępnych odpłatnie. Ale cóż, taki już mamy ten świat, pieniądz goni pieniądz. Poza tym NK stała się nie tylko portalem do nawiązywania kontaktów, a powoli przekształca się w fotoblog, na którym ludzie zamieszczają setki zdjęć, a komentarzy typu "fajniusia fotusia" są dziesiątki. Ale taki jest już trend w internetowej modzie. Przynajmniej ja to tak odbieram. Generalnie Nasza Klasa jest bardzo ciekawym pomysłem, inicjatywą, dzięki której można nawiązać masę znajomości i odnaleźć członków rodziny. I to się chwali. Na minus jednak oceniam jej coraz większą komercjalizację. I to by było na tyle, jeśli chodzi o moje zdanie na ten temat. Teraz szukam czegoś nowego, jakiejś nowej weny.
P.S. Dziś zamykam możliwość anonimowego komentowania. To, niestety, staje się już coraz bardziej niepoważne. Ja pod swoim zdaniem na konkretny temat podpisuję się imieniem i nazwiskiem, tego samego oczekiwałem od Was, drodzy Czytelnicy. Niestety niemal nikt nie miał odwagi się przedstawić. Od teraz, jeśli chcecie komentować - podpisujcie się pod tym.
niedziela, 9 listopada 2008
piątek, 7 listopada 2008
Skóra, fura i komóra
Starostwo Powiatowe w Nowym Mieście chce kupić nowy samochód do służbowych wyjazdów. Jak do tej pory starosta czy urzędnicy korzystali z autka marki Hyundai. Niespełna 10-letnia Sonata sypie się podobno, więc trzeba kupić nową furę. Z kasy powiatu ma iść na to 75 tysięcy złotych (plus pieniądze ze sprzedaży poczciwej Sonaty). Przytoczę teraz troszkę o wymaganiach urzędu co do nowego autka: 1.Wymagania techniczne: pojemność silnika min. 2000 cm3, moc silnika od 140 do 150 KM, typ nadwozia – sedan 4 drzwiowy, 5 miejsc siedzących, 2.Wymogi bezpieczeństwa minimum: pięć poduszek powietrznych: 2 czołowe - kierowcy i pasażera z przodu, 2 boczne - dla kierowcy i pasażera z przodu,1 chroniąca kolana kierowcy, systemy: ABS, EBA, ESP lub równoważne. 3. Wymagane dodatkowe wyposażenie: klimatyzacja elektroniczna klimatronic, dwustrefowa, reflektory ksenonowe oraz przeciwmgielne, spryskiwacze reflektorów, wspomaganie kierownicy, regulacja kierownicy w dwóch osiach, tempomat, skrzynia biegów manualna (minimum 5 – przód, wsteczny), obręcze kół ze stopów lekkich minimum 16”, czujniki parkowania z przodu i z tyłu auta, elektrycznie sterowane i podgrzewane lusterka zewnętrzne, elektrycznie podnoszone szyby (przód , tył) z blokadą antyprzytrzaskową, komputer pokładowy, immobiliser, autoalarm, centralny zamek sterowany pilotem, zderzaki i lusterka w kolorze nadwozia, instalacja radiowa mp3 z minimum 6 głośnikami, lakier metalic, kolor czarny lub grafit, tapicerka jasna z wykładzinami, fotel kierowcy i pasażera regulowany na wysokość, komplet opon letnich i zimowych wraz z felgami stalowymi z kołpakami i parę innych. Nieźle, co nie?
Kasa podobno na to jest, bo urząd wypracował sobie oszczędności, więc przeznaczy je na zakup samochodu. Stary, jak już wspominałem, podobno się sypał. Eh... nie rozumiem tego. Wiem, wiem, starostwo to urząd i na wyjazdy trzeba jakoś się zabrać. Hmm... Ale to jednak nieźle kosztuje. Za taką Sonatę z 1999 roku można dostać jakieś 12-14 tysięcy. Doliczmy do tego 75 tysięcy z kasy, daje nam to prawie 90. A to już niezła kwota na całkiem niezłą furę. A taki Urząd Miasta jakoś sobie bez służbowego samochodu radzi. Na wyjazdy rozpisywane są delegacje, ewentualnie czasami w trasę rusza Fiat Doblo Straży Miejskiej. No, ale widocznie w starostwie pieniądze na to są, a na inne wydatki jakoś nie ma...
Tak na podsumowanie powiem tylko, że w mojej opinii nasz powiat jest raczej biednym powiatem. No, ale kto biednemu zabroni bogato żyć, prawda?
Kasa podobno na to jest, bo urząd wypracował sobie oszczędności, więc przeznaczy je na zakup samochodu. Stary, jak już wspominałem, podobno się sypał. Eh... nie rozumiem tego. Wiem, wiem, starostwo to urząd i na wyjazdy trzeba jakoś się zabrać. Hmm... Ale to jednak nieźle kosztuje. Za taką Sonatę z 1999 roku można dostać jakieś 12-14 tysięcy. Doliczmy do tego 75 tysięcy z kasy, daje nam to prawie 90. A to już niezła kwota na całkiem niezłą furę. A taki Urząd Miasta jakoś sobie bez służbowego samochodu radzi. Na wyjazdy rozpisywane są delegacje, ewentualnie czasami w trasę rusza Fiat Doblo Straży Miejskiej. No, ale widocznie w starostwie pieniądze na to są, a na inne wydatki jakoś nie ma...
Tak na podsumowanie powiem tylko, że w mojej opinii nasz powiat jest raczej biednym powiatem. No, ale kto biednemu zabroni bogato żyć, prawda?
Nasza Klasa, czyli obowiązkowa lektura dla każdego
Dziś napiszę o czymś mniej przyziemnym i dotyczącym w mniejszym stopniu nowomiejskiego podwórka. Ale czy na pewno? Hmm... O czym dziś? A o filmie, kinie, dramacie i... w zasadzie o tym co dzieje się wokół nas, a czego nie zauważamy (nie chcemy?) lub zauważamy, ale nie zwracamy na to większej uwagi.
Rzecz tyczy się filmu Nasza Klasa (“Klass”), filmu estońskiego reżysera Ilmana Raaga. Kiedy przeczytałem opis tego filmu na filmwebie (www.filmweb.pl) wahałem się, czy wybrać się na niego do kina. Ot, kolejny film o życiu w szkole. Myślałem sobie, czym może mnie zaskoczyć. Ale jakoś się skusiłem. I nie żałuję. Film, oparty na autentycznych wydarzeniach, opowiada historię Joosepa, kilkunastoletniego chłopca. Joosep jest zamknięty w sobie, cichy, można powiedzieć, że po prostu inny niż reszta nastolatków. I to jest powodem jego problemów. Klasa go nie akceptuje. Może nie tyle sama klasa, co jej przywódca (samozwańczy zresztą). Joosep jest poniżany, bity, prześladowany. Kiedy w jego obronie w końcu staje jeden z jego dotychczasowych oprawców (Kaspar), sam staje się ofiarą swoich kolegów. Przemoc rówieśników nie zna granic, metody jej stosowania także. W końcu Joosep i Kaspar pękają, nie wytrzumują. Ojciec Joosepa to wojskowy. Domyślcie się, jak skończyła się ta historia...
Kiedy oglądałem ten film przypominałem sobie jak to było za moich czasów w szkole. Doszedlem do wniosku, że w sumie... tak jak w tym filmie. Wszędzie, w każdej szkole, dzieją się takie rzeczy. W każdej klasie jest ktoś, z kogo młodzież robi sobie żarty, mniej lub bardziej wymyślne. Na szczęście jeszcze nie wszędzie doszło do takiego zakończenia, jak w przypadku estońskiej historii... Moim zdaniem film Nasza Klasa powinien być obowiązkową lekturą nie tylko dla uczniów gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych, ale przede wszystkim także dla nauczycieli i rodziców. Mam nadzieję, że niedługo będzie on wyświetlany w naszej Harmonii i szkoły zdecydują się wybrać na jego projekcję. Bo tak naprawdę, to ta historia może wydarzyć się także tutaj. Dlatego trzeba zobaczyć ten film.
Rzecz tyczy się filmu Nasza Klasa (“Klass”), filmu estońskiego reżysera Ilmana Raaga. Kiedy przeczytałem opis tego filmu na filmwebie (www.filmweb.pl) wahałem się, czy wybrać się na niego do kina. Ot, kolejny film o życiu w szkole. Myślałem sobie, czym może mnie zaskoczyć. Ale jakoś się skusiłem. I nie żałuję. Film, oparty na autentycznych wydarzeniach, opowiada historię Joosepa, kilkunastoletniego chłopca. Joosep jest zamknięty w sobie, cichy, można powiedzieć, że po prostu inny niż reszta nastolatków. I to jest powodem jego problemów. Klasa go nie akceptuje. Może nie tyle sama klasa, co jej przywódca (samozwańczy zresztą). Joosep jest poniżany, bity, prześladowany. Kiedy w jego obronie w końcu staje jeden z jego dotychczasowych oprawców (Kaspar), sam staje się ofiarą swoich kolegów. Przemoc rówieśników nie zna granic, metody jej stosowania także. W końcu Joosep i Kaspar pękają, nie wytrzumują. Ojciec Joosepa to wojskowy. Domyślcie się, jak skończyła się ta historia...
Kiedy oglądałem ten film przypominałem sobie jak to było za moich czasów w szkole. Doszedlem do wniosku, że w sumie... tak jak w tym filmie. Wszędzie, w każdej szkole, dzieją się takie rzeczy. W każdej klasie jest ktoś, z kogo młodzież robi sobie żarty, mniej lub bardziej wymyślne. Na szczęście jeszcze nie wszędzie doszło do takiego zakończenia, jak w przypadku estońskiej historii... Moim zdaniem film Nasza Klasa powinien być obowiązkową lekturą nie tylko dla uczniów gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych, ale przede wszystkim także dla nauczycieli i rodziców. Mam nadzieję, że niedługo będzie on wyświetlany w naszej Harmonii i szkoły zdecydują się wybrać na jego projekcję. Bo tak naprawdę, to ta historia może wydarzyć się także tutaj. Dlatego trzeba zobaczyć ten film.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

