czwartek, 25 września 2008

Wielcy mali ludzie

Nie jest łatwo. W ogóle, uwierzcie mi. Zaglądam tutaj często i często zastanawiam się o czym napisać. Wbrew pozorom nie jest to łatwe, tak jak napisałem na początku. Jak jest w Nowym Mieście, każdy kto tutaj jest, widzi. Ot, rutyna. Człowiek po skończeniu szkoły (czy to średniej, czy studiów dziennych) kończy też z „młodością”. Wtedy trzeba podgiąć rękawy i wziąć się do roboty. Stąd też czasami tego czasu brakuje. Chociażby na szukanie tematów na bloga. Choć wczoraj coś znalazłem, a w zasadzie kogoś.

Stefan Zieliński. Fajny gość z naszego doktora. Znamy go, bo kto nie zna doktora Zielińskiego. Starszy felczer od 50 lat (słownie: pięćdziesięciu) nam pomaga. Zrobiłem z nim krótki wywiad. Krótki, bo żeby ogarnąć to wszystko, o czym mi opowiadał, potrzeba wielu stron. Zapraszam zatem do lektury jutrzejszej Gazety Nowomiejskiej. Tam Stefan Zieliński opowiada, jak mu się przez te 50 lat pracowało. I przyznam szczerze, fajna (dość popularne ostatnio określenie) ta rozmowa. Doktor przyznał się do tego, że też choruje ;), że jest już starszym człowiekiem (co zresztą nie jest tajemnicą). Ale podziwiam go za to. Bo niektórzy wysoko nos noszą i kiedy ich się człowiek spyta, czy sobie radzą, to zawsze mówią, że tak, że owszem, a prawdę mówiąc, bywa z nimi kiepsko. A nasz radny miejski, bo przecież Stefan Zieliński pełni ten społeczny mandat, nie krył tego, że ma już 71 lat na karku i czasami ma po prostu dość. Każdy z nas by miał. Rozumiemy to, doktorze. I rozumieją to pańscy pacjenci. Ci, którzy stoją w kolejce do rejestracji i proszą o wizytę „tylko u Zielińskiego”. To ogromny kredyt zaufania. Gratuluję.

Drugą osobą, o której zamierzam dziś coś jeszcze napisać, to Janusz Laskowski. Tego faceta też podziwiam. Nie wiem, czy wiecie, że Janusz Laskowski jest fanatykiem historii i genealogii. O nim akurat będę pisał do jednego z kolejnych wydań Reportera, dodatku do Gazety Nowomiejskiej. Janusz Laskowski jest bowiem niesamowitym człowiekiem. Niesamowitym pod względem zaangażowania, które wkłada w tworzenie drzewa genealogicznego swojej rodziny. Spotkałem się z nim we wtorek i szczerze mówiąc, myślałem, że od niego nie wyjdę. Opowiadał historię swojej rodziny, której się dokopał gdzieś w dokumentach, Internecie, książkach i dosłownie wszystkim, w czym się tylko swoje korzenie da odnaleźć. Coś czuję, że kroi mi się ciekawy reportaż, ale póki jest on w rozsypce, nie będę zbyt wielu szczegółów zdradzał.

W jutrzejszym wydaniu Reportera powinien ukazać się mój tekst o Jarku Jaroszewskim z Nowego Miasta. Wiecie kto to? Zapewne niewielu go zna. Ano Jarek, oprócz tego że jest ratownikiem medycznym, jest też rogownikiem. Któż to taki ten rogownik? To rzemieślnik, średniowieczny rzemieślnik, który z rogów (np. krowich) wyrabia naczynia do picia lub instrumenty do grania. Zaskakujące, prawda? Mało kto wiedział, że kiedyś był taki zawód, a tym bardziej mało kto wiedział, że taka osoba mieszka w Nowym Mieście. Zapraszam do lektury.

Tak na zakończenie wspomnę jedynie o tym, co zauważyłem. A mianowicie zauważyłem, że na terenie Nowego Miasta i tutejszych okolic pełno jest takich pasjonatów jak właśnie wspomniany Janusz Laskowski czy Jarek Jaroszewski. Jest Krzysztof Kliniewski, czyli miłośnik pocztówek z NML, jest pan Dalecki (cholera, zapomniałem imienia, aż wstyd), który swój ogród wypełnia nie roślinami, a mini kopiami znanych światu budowli. Jest też Bogdan Siemianowski, który chyba całe swoje życie poświęcił geografii. Do tego Mariusz Orzeł, który ma pozytywnego świra na punkcie scrabble, a także nasi emigranci Zbyszek Kamiński – fan Queen i Rafał Kitowski – rowerowy obieżyświat. Takich ludzi jest mnóstwo. I należą się im pokłony. Za to co robią i z jaką pasją to robią. I im nie przeszkadza to, że żyją w Nowym Mieście, że tutaj nic się nie dzieje (podobno, bo wg mnie dzieje się i to wiele). Fakt, Zbyszek i Rafał wyemigrowali, ale nie z nudów, a za chlebem. Poza tym pasją Rafała jest podróżowanie na rowerze, więc trudno byłoby zwiedzać w kółko NML ;)

Reasumując. Nie jest tutaj źle. I są wielcy ludzie, mimo że wydają się małymi.