czwartek, 29 maja 2008

Impreza... u sąsiadów

Minął prawie miesiąc odkąd napisałem tutaj ostatniego posta. Przyznam szczerze, że szukałem tematu, którym mógłbym przyciągnąć Czytelników. Niedawno taki się pojawił, a w zasadzie pojawiły się dwa. Pierwszy to 190-lecie powiatu lubawskiego, drugi to zawody kolarskie w Bratianie. Ale po kolei…

A więc mieliśmy niedawno 190-lecie powiatu lubawskiego. Ano właśnie, pewno wiele osób zastanawia się po co komu obchody 190-lecia powiatu, który tak w zasadzie nie istnieje (no, chyba że o czymś nie wiem). Rozumiem imprezę z okazji 10-lecia powiatu nowomiejskiego, ale lubawskiego? Nie widzę w tym sensu. Kasa wydana, impreza nie wypaliła i po co to komu było? W moim mniemaniu, i zapewne w mniemaniu wielu mieszkańców Nowego Miasta, impreza ta była tylko po to, by się urzędnicy spotkali, troszkę pogadali i się zabawili. Bo jakichś szczególnych profitów to bym się z tytułu tego jubileuszu nie spodziewał. Napisałem gdzieś wyżej, że imprezka nie wypaliła. Ano bo jakoś ten szumnie zapowiadany (także na łamach GN) VOX nie dojechał. Nie wiem czyja to wina, ale ktoś powinien za to odpowiadać. Sądzę, że jeśli byłaby zawarta stosowna umowa (a może była?), to wówczas nie byłoby możliwości takiej wpadki. A tu VOX nie przyjechał i w sumie tyle. Skończyło się na niedosycie mieszkańców. Bo pewnie konsekwencji ani w jedną (organizatorzy), ani w drugą (zespół) stronę nie będzie (o ile oczywiście nie było umowy). Jeśli była, to ktoś ją spisał, ktoś skonstruował. Ale z tego co mi wiadomo, takowej nie było. Jednym słowem: PORAŻKA.

Dobra, wystarczy już narzekania. Teraz garść pozytywnych informacji. W ubiegłym roku w Bratianie odbyła się fajna imprezka pod nazwą „Marsz na Grunwald”. W tym roku także się odbędzie, a jedną z jej atrakcji, a w zasadzie imprezą jej towarzyszącą, będzie MTB u Brata Jana, czyli wyścig kolarzy górskich. Trasa przejazdu wiodła będzie drogami lasu tylickiego i zapewniam Was – jest atrakcyjna i do łatwych nie należy. Zachęcam jednocześnie do udziału w tej imprezie (szczegóły na www.aga-team.pl), bo jazda rowerem jest naprawdę przyjemna. Wiem coś o tym, bo (z lepszym lub gorszym rezultatem) sam jeżdżę w barwach GKL-AGA Team. Reprezentujemy wraz z kolegami gminę Nowe Miasto Lubawskie, jeździmy w wyścigach w całym kraju. Czas więc zorganizować coś u siebie. A że gmina Nowe Miasto sportowi jest bardzo życzliwa, to jeździmy na jej terenie. No, cóż, zapraszam!

P.S. Tak na zakończenie pozwolę sobie na prywatę i pozdrowię Patrycję (bez nazwisk, zainteresowana wie o co chodzi), która (jak mówi) jest moją wierną Czytelniczką. Pati obiecuję, że będę pisał częściej, byś wiedziała co to u nas się dzieje:)

środa, 7 maja 2008

Radni moim okiem

Ale się rozleniwiłem. Co to z człowiekiem kilka dni wolnego może zrobić… Eh… Nawet tutaj, szczerze mówiąc, nie zaglądałem. No, ale nadszedł wreszcie czas na kolejny wpis, bo mi statystyki odwiedzin całkiem do zera spadną (choć może już takie są, w sumie tam też nie zaglądałem). Żeby podnieść statystyki z reguły daje się coś, co ludzie lubią najbardziej i co ich najbardziej przyciąga. Według tego co zostało mi wpojone na szkoleniach, te chwytliwe tematy to seks, krew i śmierć (kolejność nie ma znaczenia). Ale bez obaw, nie będzie ani o pierwszym, ani o drugim, ani też o trzecim. Dziś postanowiłem napisać o naszych nowomiejskich radnych. A dokładniej rzecz ujmując o tym, jak ich postrzegam. Będzie to moja subiektywna ocena, do której mam prawo jako wyborca i poniekąd obserwator życia publicznego naszego pięknego miasta. Kolejność radnych, których będę opisywał, jest przypadkowa. A oceniać będę ich pracę w radzie od czasu wyborów, oczywiście na podstawie tego, co zauważyłem i wiem. Wiedzę swoją opieram na podstawie obserwacji podczas sesji. Na komisje nie chodzę, ale czas będzie zacząć. Tymczasem zapraszam do lektury mojej oceny pracy radnych.

- Henryk Mączkowski – najstarszy radny w obecnej kadencji (w poprzedniej chyba też). Emeryt (a może rencista? W sumie nieważne), któremu na sercu leży dobro naszego miejskiego parku. Odkąd pamiętam to sporo tam działał. A na sesjach? No cóż, pamiętam jedną sesję na której zabrał głos, a chyba żadnej do tej pory nie opuściłem. Generalnie złożył chyba jakąś interpelację, ale to by było na tyle. Siedzi raczej cicho, jak trzeba głosować, to głosuje i na tym koniec.

- Mirosława Czernysz – kilka razy zabierała głos na sesji, sprawa tyczyła się głównie pomocy Wincentówce itd. A tak poza tym tematem to jakoś nie pamiętam, by o coś konkretnego pytała. Reszta podobnie jak u wyżej wymienionego (oprócz wieku ;) ).

- Mariola Orzechowska – chyba ewenement w naszej radzie. Odkąd chodzę na sesje nie złożyła żadnej interpelacji (o ile mnie pamięć nie myli) i ani razu nie zabrała głosu! Fakt, raz odczytała sprawozdanie czy raport komisji, której jest przewodniczącą i na tym koniec! To już emerytowany Henryk Mączkowski o coś tam zapyta!

- Marcin Deja – aktywność tego radnego powinna być przykładem dla innych. Jak czegoś nie wie, to pyta. A nawet jeśli wie, to pyta, bo chce pogłębić swoją wiedzę na dany temat. Podoba mi się to, że nie boi się zadawania niewygodnych pytań (podobnie zresztą jak Bogdan Cieplak, ale o nim za chwilę). Czasami jego pytania są przegadane, konkrety mieszają się gdzieś i gubią w wielokrotnie złożonych zapytaniach, ale generalnie wiadomo o co mu chodzi. Pyta często, porusza różne sprawy, i nie chodzi tu tylko o interpelacje i wnioski, ale ma pytania co do uchwał i ich projektów itd. Może jest taki, bo jest młody? Ciężko powiedzieć. Grunt że taki radny jest, bo miasto, w mojej opinii, takich ludzi potrzebuje.

- Bogdan Cieplak – wywołany do tablicy przy okazji Marcina Deja. Bogdan Cieplak też jest typem gościa, który nie boi się pytać. Podoba mi się u niego to, że nawet najprostszą uchwałę potrafi zakwestionować i znaleźć w niej jakiś dziwny zapis. Nie jest typem kogoś, kto czepia się wszystkiego i wszystkich. Też zadaje pytania, gdy czegoś nie wie i wiele razy faktycznie słusznie dopytywał. Ci, którzy na niego głosowali, nie powinni żałować. Poza tym, co śmiesznie zabrzmi, Bogdan Cieplak ma charakterystyczny głos. Ton jego zapytań nie znosi sprzeciwu. Może dzięki temu z reguły szybko dostaje odpowiedzi. Nie to co Marcin Deja, on z reguły ma sporo czytania, bo odpowiedzi dostaje na piśmie.

- Jan Obuchowski – sympatyczny człowiek, ale radny raczej średni. Na sesjach niewiele się udziela, walczy o chodniki i drogi na swoim osiedlu, co w sumie jest zrozumiałe, w końcu stamtąd są jego wyborcy. Co jakiś czas przypomina o wymienionym problemie, ale z racji kolejności wydatkowania miejskich pieniędzy, jego wnioski realizacji nie doczekają się pewnie tak szybko.

- Adam Kłosowski – podobnie jak wyżej wymieniony walczy o naprawę nawierzchni dróg na swoim osiedlu. Często zadaje różne pytania władzom, ale głównie dotyczą one właśnie dróg, chodników i oświetlenia.

- Lilia Karczyńska – to taka „swoja babka”. Sympatyczna radna, która swoją „karierę” rozpoczynała od wywodów na temat przewróconego kosza na śmieci, który napotkała podczas spaceru, a teraz już zadaje konkretne pytania. Wali prosto z mostu, nie boi się pytań prostych i rzeczowych. Kiedyś jej interpelacja zajmowała kilka minut. Teraz jest krótka piłka i koniec. Czekam na odpowiedź. Słowem, wyrobiła się nam pani radna.

- Romuald Koszewski – dołączył do rady po tym, jak wyleciał z niej Ryszard Kordalski. Jest przewodniczącym komisji gospodarczej o ile się nie mylę. Czasami zapyta o treść jakiejś uchwały, jej zasadność, rzuci interpelacją w imieniu mieszkańca, ale niezbyt często zabiera głos.

- Jarosław Oelberg – też raczej niewiele się udziela. Z racji przewodzenia komisji finansów, sporo pracy miał przy budżecie, niemal co sesję odczytywał jakieś sprawozdania, raporty i różne takie.

- Krystyna Wysokińska – raczej małomówna. Bodajże dwa, czy trzy razy podczas interpelacji o coś wnioskowała. Więcej nie pamiętam, ale mogę się mylić. Generalnie spraw życia i śmierci naszego miasta nie poruszała, bo raczej bym coś takiego odnotował.

- Adam Straus – poczciwy facet z wielkim sercem. Gdyby był lepszym mówcą, byłby naprawdę rewelacyjnym radnym. Wiedzy nie ma ogromnej, ale nadrabia zapałem i sercem. Pyta, stara się, biega, załatwia. Nie potrafi się za bardzo wysławiać, co zresztą podkreśla bez nuty zawstydzenia i dobrze. Szkoda, że jego interpelacje, moim zdaniem, są nieco zbywane przez przewodniczącego rady Andrzeja Nadolskiego. Gdy Adam Straus zadaje jakieś pytanie, często bywa tak, że przewodniczący puszcza mu krótką serię: a po co, a od kogo, a dlaczego, a jaki to wniosek. Adam, chłopina, gubi się w tym wszystkim i odpuszcza, bo po prostu nie wie co powiedzieć.

- Jan Kopiczyński – na tym radnym nieco się zawiodłem. Zabiera głos na sesjach, ale jakoś tak umilkł względem poprzednich kadencji. Kiedyś częściej pytał, teraz raczej tego nie robi, przynajmniej nie tak często. Zdarzy się jakaś interpelacja czy wniosek, ale to już nie jest ten Jan Kopiczyński z poprzedniej kadencji.

- Stefan Zieliński – sympatyczny, ale małomówny. Na ostatniej sesji poruszył jakąś tam sprawę, a do tej pory jakoś nieszczególnie błyszczał. Niewiele mówił, czasami o coś zapytał, ale naprawdę rzadko.

- Andrzej Nadolski – przewodniczący rady. Czasami odnoszę wrażenie, że chce się pokazać, zabłyszczeć. Nie wiem, może się mylę. Często komentuje wnioski i interpelacje radnych, co w moim odczuciu jest zbędne. Skoro radny składa wniosek, to niech składa, głosuje nad nim cała rada, a nie przewodniczący. Ale to tylko moje odczucie. Sam interpelacji chyba (o ile dobrze pamiętam) jeszcze nie złożył, choć może jedną… Nie pamiętam, naprawdę.

To by było na tyle mojej totalnie subiektywnej oceny radnych. Pewno się na mnie niektórzy obrażą, choć w sumie nie mają powodu. Moja pamięć może mnie zawodzić, więc jeśli coś pominąłem, proszę o informację, a postaram się uzupełnić to czy tamto. No cóż, do następnego posta!