Właśnie rozmawiałem z jednym z moich Czytelników. Zasugerował mi, żebym napisał coś pozytywnego o Nowym Mieście. Zapytałem wprost - co? I wiecie co usłyszałem? Że pozytywną stroną Nowego Miasta jest to, że wszędzie jest blisko. Jak ktoś chce meczu piłki nożnej, to z Nowego Miasta jedzie do Kurzętnika. Jak ktoś chce koncertu, to z Nowego Miasta rusza do Bratiana. I dlatego mamy się z tego cieszyć. W sumie, jest myśl, prawda? Jest dobrze, bo mamy faktycznie wszędzie blisko. Jest radość!
Drogi Czytelniku, Waldku, jak się przedstawiłeś. Nie wiem, czy kogokolwiek z nas cieszy ten argument. Każdy wolałby, żeby mecze były w Nowym Mieście, a koncerty były też w Nowym Mieście. Ale tak nie jest. Musimy się więc przystosować.
Drugi z apeli kolejnego mojego Czytelnika dotyczył sytuacji w nowomiejskim Urzędzie Miasta. Może "sytuacja" to złe słowo. Generalnie chodzi o to, że ów Czytelnik pytał się mnie, czy coś w ogóle się tam dzieje. Bo, jak wspominał, za poprzedniej władzy chociaż trochę było słychać o urzędowych sprawach, jakieś aferki były, a tutaj cisza. Mówił, że jedynym plusem jest to, że mało kto (jeśli w ogóle) się kłóci i jest spokojnie.
Drogi Czytelniku, anonimowy tym razem, po części masz rację, bo faktycznie jest spokojnie. A czy coś się dzieje? Hmm... Ciężko powiedzieć. Ostatnio zauważyłem, że podłoga w sali sesyjnej nabrała niezłego błysku, jakiś czas temu zakupiono nowe meble to wspomnianej już sali. Tyle wiem, bo to widziałem. Przyznam szczerze, że ostatnio za bardzo nie interesowałem się tym, co słychać w urzędzie, bo zwyczajnie nie miałem na to czasu. Byłem zajęty innymi tematami, ale czas zapukać do drzwi i zapytać, co tam ciekawego słychać. Ale to w przyszłym tygodniu.
A teraz wracam do meczu Pucharu UEFA. Eh... Te mecze... Ciągną... Nie tylko te w telewizji, ale także oglądane na żywo. A najbliższy właśnie w Kurzętniku:) A wcześniej koncert... w Bratianie. Tym razem The Bill. Do zobaczenia!
czwartek, 24 kwietnia 2008
piątek, 18 kwietnia 2008
Powodzenia na nowej drodze życia
Witam ponownie. Tytuł dzisiejszego posta jest nieco dwuznaczny, ale zaraz spieszę z wytłumaczeniem. O cóż takiego chodzi? Albo raczej o kogo, o czyją nową drogę życia? Ano o Iwonę Mrozińską, która została pełniącą obowiązki dyrektora Nowomiejskiego Domu Kultury. W końcu z instruktora przesiadła się na fotel dyrektora, czyli dla niej jest to nowa droga.
Ale po kolei. Przed Iwoną Mrozińską przez 22 lata w fotelu dyrektora NDK zasiadał Zbigniew Ewertowski. Fajny gość, lubię go bardzo (na tyle, ile go znam). Mimo to cieszę się, że w końcu nowomiejskie władze zdecydowały się na (szumnie zapowiadane w przedwyborczej kampanii) przewietrzenie. NDK aż się o to prosiło. Z całą sympatią do byłego już dyrektora, tam szczerze mówiąc nic się nie działo. Owszem, stałe kółka dla dzieci czy osób starszych, kolejne już soboty kolekcjonera i w sumie tyle. Generalnie jak na działalność domu kultury w jedynym mieście w powiecie, to trochę słabo. Jakoś nikt nie starał się tam (przynajmniej tych starań nie było widać poza murami budynku), by w NML działo się coś więcej, niż zaplanowane wspomniane już kółka. Widać, że pracujący tam ludzie jakby się wypalili, nie mieli świeżego spojrzenia na otaczającą nas rzeczywistość i stanęli w miejscu. W epoce późnego Gierka. Bo tak wygląda ten budynek, bardziej odstrasza niż przyciąga. Wewnątrz stare sprzęty, brak profesjonalnej sceny, profesjonalnego nagłośnienia. I tak to sobie stało od wielu lat i robiło się starsze, podobnie zresztą jak ludzie tam pracujący.
Z przedwyborczych zapowiedzi obecnego burmistrza wywnioskowałem, że "przewietrzenie" będzie jednym z priorytetów przyszłego gospodarza miasta. Zagłosowałem więc na tak. Na przewietrzenie, na inne punkty przedwyborczej ulotki. Teraz, po kilkunastu miesiącach, w końcu doczekałem się spełnienia jednej z tych obietnic. Przyznam jednak, że punkt ten został zrealizowany ze sporą dozą nietaktu. Otóż wypowiedzenie dyrektor otrzymał w przerwie sesji. Nie bardzo mnie się to podobało, zresztą nie tylko mnie. Ale cóż, stało się, dyrektorowi podziękowano za współpracę, a stery przekazano młodszej osobie.
Iwona Mrozińska, kiedy z nią rozmawiałem, rysowała przede mną ciekawe plany swojej pracy jako dyrektora. Ciekaw tylko jestem, jak będzie jej się współpracowało z osobami, które do tej pory były jej koleżankami/kolegami z pracy, a teraz będą podwładnymi. Żeby rozbujać NDK trzeba będzie naprawdę sporego nakładu sił, ale przede wszystkim głowy pełnej pomysłów i sposobów na ich zrealizowanie. Łatwo nie będzie, tym bardziej, że jest konkurencja w postaci Bratiana (z centralą w Mszanowie). Młodych ciężko będzie przyciągnąć, bo co innego z dziećmi i osobami w wieku emerytalnym. Ale młodzi, tych jest sporo i im dogodzić będzie ciężko. Fakt, w Bratianie też bawi się wybrane grono, a raczej grono słuchające wybranego typu muzyki. Ale bawią się, na koncerty przychodzi ich 200-300 osób. Nie widziałem jeszcze, by ktoś sobie tam po buźce nastrzelał, by był pijany do nieprzytomności (bo takie rewelacje słyszałem o ludziach tam się bawiących, główie od ludzi, którzy nigdy tam nie byli). Młody, nie zawsze znaczy zły. Ale odbiegam od tematu. A tematem jest to, co czeka nowego dyrektora (na razie p.o.) NDK. Czeka go (a w zasadzie ją) ciężka praca. Praca z ludźmi, którzy (moim zdaniem) już najlepsze lata kreatywności mają za sobą. Obym się mylił, w co na pewno wierzy Iwona Mrozińska. Sama mówiła mi, że wie, że stać tych ludzi (tych, czyli pracujących w NDK) na bardzo wiele. Ja śmiem w to wątpić, ale nie jestem nieomylny i chciałbym się w tym przypadku pomylić.
Jak już napisałem na początku, powodzenia na nowej drodze życia. Bo taką właśnie drogą jest stołek dyrektora. Oby mieszkańcy byli zadowoleni, bo to dla nich w końcu działać ma NDK. Kredyt zaufania tyczy się najbliższych trzech miesięcy (no, nieco ponad dwóch). W tym okresie burmistrz ma zdecydować, czy będzie konkurs, czy mianowanie. Odliczanie trwa, zatem powodzenia!
P.S. Jutro kolejny koncert w Bratianie. Może tym razem zobacze kogoś pijanego ;) a tak serio, zagra LIPALI, czyli czeka nas mocna dawka mocnego rocka. Do zobaczenia w Młynie Brata Jana:)
Ale po kolei. Przed Iwoną Mrozińską przez 22 lata w fotelu dyrektora NDK zasiadał Zbigniew Ewertowski. Fajny gość, lubię go bardzo (na tyle, ile go znam). Mimo to cieszę się, że w końcu nowomiejskie władze zdecydowały się na (szumnie zapowiadane w przedwyborczej kampanii) przewietrzenie. NDK aż się o to prosiło. Z całą sympatią do byłego już dyrektora, tam szczerze mówiąc nic się nie działo. Owszem, stałe kółka dla dzieci czy osób starszych, kolejne już soboty kolekcjonera i w sumie tyle. Generalnie jak na działalność domu kultury w jedynym mieście w powiecie, to trochę słabo. Jakoś nikt nie starał się tam (przynajmniej tych starań nie było widać poza murami budynku), by w NML działo się coś więcej, niż zaplanowane wspomniane już kółka. Widać, że pracujący tam ludzie jakby się wypalili, nie mieli świeżego spojrzenia na otaczającą nas rzeczywistość i stanęli w miejscu. W epoce późnego Gierka. Bo tak wygląda ten budynek, bardziej odstrasza niż przyciąga. Wewnątrz stare sprzęty, brak profesjonalnej sceny, profesjonalnego nagłośnienia. I tak to sobie stało od wielu lat i robiło się starsze, podobnie zresztą jak ludzie tam pracujący.
Z przedwyborczych zapowiedzi obecnego burmistrza wywnioskowałem, że "przewietrzenie" będzie jednym z priorytetów przyszłego gospodarza miasta. Zagłosowałem więc na tak. Na przewietrzenie, na inne punkty przedwyborczej ulotki. Teraz, po kilkunastu miesiącach, w końcu doczekałem się spełnienia jednej z tych obietnic. Przyznam jednak, że punkt ten został zrealizowany ze sporą dozą nietaktu. Otóż wypowiedzenie dyrektor otrzymał w przerwie sesji. Nie bardzo mnie się to podobało, zresztą nie tylko mnie. Ale cóż, stało się, dyrektorowi podziękowano za współpracę, a stery przekazano młodszej osobie.
Iwona Mrozińska, kiedy z nią rozmawiałem, rysowała przede mną ciekawe plany swojej pracy jako dyrektora. Ciekaw tylko jestem, jak będzie jej się współpracowało z osobami, które do tej pory były jej koleżankami/kolegami z pracy, a teraz będą podwładnymi. Żeby rozbujać NDK trzeba będzie naprawdę sporego nakładu sił, ale przede wszystkim głowy pełnej pomysłów i sposobów na ich zrealizowanie. Łatwo nie będzie, tym bardziej, że jest konkurencja w postaci Bratiana (z centralą w Mszanowie). Młodych ciężko będzie przyciągnąć, bo co innego z dziećmi i osobami w wieku emerytalnym. Ale młodzi, tych jest sporo i im dogodzić będzie ciężko. Fakt, w Bratianie też bawi się wybrane grono, a raczej grono słuchające wybranego typu muzyki. Ale bawią się, na koncerty przychodzi ich 200-300 osób. Nie widziałem jeszcze, by ktoś sobie tam po buźce nastrzelał, by był pijany do nieprzytomności (bo takie rewelacje słyszałem o ludziach tam się bawiących, główie od ludzi, którzy nigdy tam nie byli). Młody, nie zawsze znaczy zły. Ale odbiegam od tematu. A tematem jest to, co czeka nowego dyrektora (na razie p.o.) NDK. Czeka go (a w zasadzie ją) ciężka praca. Praca z ludźmi, którzy (moim zdaniem) już najlepsze lata kreatywności mają za sobą. Obym się mylił, w co na pewno wierzy Iwona Mrozińska. Sama mówiła mi, że wie, że stać tych ludzi (tych, czyli pracujących w NDK) na bardzo wiele. Ja śmiem w to wątpić, ale nie jestem nieomylny i chciałbym się w tym przypadku pomylić.
Jak już napisałem na początku, powodzenia na nowej drodze życia. Bo taką właśnie drogą jest stołek dyrektora. Oby mieszkańcy byli zadowoleni, bo to dla nich w końcu działać ma NDK. Kredyt zaufania tyczy się najbliższych trzech miesięcy (no, nieco ponad dwóch). W tym okresie burmistrz ma zdecydować, czy będzie konkurs, czy mianowanie. Odliczanie trwa, zatem powodzenia!
P.S. Jutro kolejny koncert w Bratianie. Może tym razem zobacze kogoś pijanego ;) a tak serio, zagra LIPALI, czyli czeka nas mocna dawka mocnego rocka. Do zobaczenia w Młynie Brata Jana:)
Etykiety:
bratian,
dyrektor,
koncert,
ndk,
nowe miasto lubawskie
niedziela, 13 kwietnia 2008
No i po wystawie
W poście niżej zapowiadałem i zapraszałem na wystawę zdjęć poświęconych wypadkom samochodowym. Wczoraj zamknąłem drzwi starego młyna, czyli studia Radka Rzemińskiego i tak sobie pomyślałem - ciekawe, czy do kogoś trafiło to, co chcieliśmy wspólnie z Radkiem, a także policją i strażą pożarną przekazać. Ciekawe, czy to, co niektórzy zobaczyli, wpłynęło na ich świadomość. Dziś mogę powiedzieć, że na niektórych tak.
Wystawę odwiedziło w porywach do 160 osób. Moim zdaniem to mało. Z kolei znajomi, którzy już niejedno w Nowym Mieście robili, mówią, że to naprawdę dużo jak na nasze miasto. Sam nie wiem, co o tym myśleć. Trzymam się jednak zdania, że to mało. Ale nie o tym chciałem napisać. Dziś traktuję właśnie o tych, którzy przyszli na ekspozycję. Zdecydowaną większością byli młodzi ludzie. Wielu z nich ze sporym przejęciem oglądała fotografie. I za to im dziękuję. Nie dziękuję natomiast tym, którzy przyszli oglądać tragiczne niekiedy zdjęcia, a po prostu się z nich naśmiewali. "O, a ten jak się śmiesznie na drzewie zawinął" i tym podobne teksty dało się usłyszeć. WSTYD! Ta wystawa miała przemówić do rozsądku, a nie rozbawić! A potem to mamy się dziwić, że na drogach roi się od potencjalnych morderców, którzy dwa tygodnie temu odebrali prawo jazdy, od rodziców dostali autko z setką koni pod maską i czują się królami kierownicy. Jednemu z drugim może i uda się kogoś nie zabić czy nie spowodować wypadku, ale trzeci i czwarty może kogoś trafić. Albo sam się "śmiesznie na drzewie zawinąć". Powodzenia! Mimo mojego zdenerwowania mam nadzieję, że nie będę musiał jechać robić zdjęć właśnie na wypadek tego trzeciego czy czwartego.
Bardzo podobało mi się to, że instruktor jednej ze szkół nauki jazdy z naszego terenu przywiózł na wystawę swoich kursantów. Kazał im oglądać to, co może ich czekać, dał do myślenia. Oby to coś pomogło...
W poniedziałek będę się kontaktował z dyrektorami szkół ponadgimnazjalnych z naszego powiatu. Zapytam, czy chcą przez tydzień czy dwa w szkolnych gablotach prezentować zdjęcia z tejże wystawy. Wówczas na pewno do wielu (przynajmniej teoretycznie) trafi nasze (moje, Radka, policji i straży) przesłanie. Może wówczas choć o ułamek procenta liczba wypadków w naszym powiecie się zmniejszy. Może przed zakrętem młody kierowca jednak zdejmie nogę z gazu. Może...
Na koniec kilka słów podziękowania właśnie dla Radka Rzemińskiego, policji i straży za pomoc w organizacji tej wystawy. Wspólna inicjatywa, nawet jeśli trafiła tylko (aż?) do tych 160 osób na pewno zostanie zapamiętana. Pytanie tylko, na jak długo...
Wystawę odwiedziło w porywach do 160 osób. Moim zdaniem to mało. Z kolei znajomi, którzy już niejedno w Nowym Mieście robili, mówią, że to naprawdę dużo jak na nasze miasto. Sam nie wiem, co o tym myśleć. Trzymam się jednak zdania, że to mało. Ale nie o tym chciałem napisać. Dziś traktuję właśnie o tych, którzy przyszli na ekspozycję. Zdecydowaną większością byli młodzi ludzie. Wielu z nich ze sporym przejęciem oglądała fotografie. I za to im dziękuję. Nie dziękuję natomiast tym, którzy przyszli oglądać tragiczne niekiedy zdjęcia, a po prostu się z nich naśmiewali. "O, a ten jak się śmiesznie na drzewie zawinął" i tym podobne teksty dało się usłyszeć. WSTYD! Ta wystawa miała przemówić do rozsądku, a nie rozbawić! A potem to mamy się dziwić, że na drogach roi się od potencjalnych morderców, którzy dwa tygodnie temu odebrali prawo jazdy, od rodziców dostali autko z setką koni pod maską i czują się królami kierownicy. Jednemu z drugim może i uda się kogoś nie zabić czy nie spowodować wypadku, ale trzeci i czwarty może kogoś trafić. Albo sam się "śmiesznie na drzewie zawinąć". Powodzenia! Mimo mojego zdenerwowania mam nadzieję, że nie będę musiał jechać robić zdjęć właśnie na wypadek tego trzeciego czy czwartego.
Bardzo podobało mi się to, że instruktor jednej ze szkół nauki jazdy z naszego terenu przywiózł na wystawę swoich kursantów. Kazał im oglądać to, co może ich czekać, dał do myślenia. Oby to coś pomogło...
W poniedziałek będę się kontaktował z dyrektorami szkół ponadgimnazjalnych z naszego powiatu. Zapytam, czy chcą przez tydzień czy dwa w szkolnych gablotach prezentować zdjęcia z tejże wystawy. Wówczas na pewno do wielu (przynajmniej teoretycznie) trafi nasze (moje, Radka, policji i straży) przesłanie. Może wówczas choć o ułamek procenta liczba wypadków w naszym powiecie się zmniejszy. Może przed zakrętem młody kierowca jednak zdejmie nogę z gazu. Może...
Na koniec kilka słów podziękowania właśnie dla Radka Rzemińskiego, policji i straży za pomoc w organizacji tej wystawy. Wspólna inicjatywa, nawet jeśli trafiła tylko (aż?) do tych 160 osób na pewno zostanie zapamiętana. Pytanie tylko, na jak długo...
czwartek, 10 kwietnia 2008
Zapraszam kierowców, ale nie tylko ich...
Witam serdecznie. Troszkę mnie tutaj nie było i aż mi głupio. Dwa tygodnie bez wizyty na własnym blogu to dosłownie wstyd.
Ostatnie dni były dla mnie wymagające, zresztą nie tylko dla mnie. Wspólnie z Radkiem Rzemińskim organizujemy wystawę (przy pomocy policji i straży pożarnej) zdjęć z wypadków samochodowych. Ot tak nam wpadł taki pomysł do głowy, by nieco zadziałać na świadomość niektórych naszych kierowców. Bo na ową świadomość trzeba jakoś wpływać, a jak inaczej, jeśli nie takimi właśnie inicjatywami? Może jeden z drugim, którzy przyjdą na wystawę, zrozumieją, że nie ma co gnać do przodu na wariata, może zdejmą nieco nogę z gazu, dzięki czemu uratują siebie i innych. Kto wie? Ja nie, nie wiem. Ale mam taką nadzieję. Po tym, co ostatnio widziałem, stwierdziłem, że ta wystawa musi być zorganizowana jak najprędzej, póki jeszcze jest komu ją pokazywać. Chcieliśmy z Radkiem, by była nieco bardziej kontrowersyjna od jej obecnej formy, ale sobie odpuściliśmy. Na razie to, co przygotowaliśmy, powinno wystarczyć. Pytanie tylko na jak długo...
Tak więc zapraszam do starego młyna, czyli Studia Fotografii Radka Rzemińskiego w piątek w godzinach 11.30 - 18 i sobotę w godzinach 11 - 16 do oglądania tego, co może się przytrafić każdemu z nas. I to w ułamki sekund, kiedy najmniej się spodziewamy. Przyjdźcie, zobaczcie, oceńcie, a przede wszystkim zastanówcie się. Nie tylko nad sensem życia ;) ale nad tym, jak zachowywać się na drodze, by nikomu krzywda się nie stała. By każda podróż zakończyła się dotarciem do celu, czego sobie i Wam życzę.
Zatem - do jutra!
Ostatnie dni były dla mnie wymagające, zresztą nie tylko dla mnie. Wspólnie z Radkiem Rzemińskim organizujemy wystawę (przy pomocy policji i straży pożarnej) zdjęć z wypadków samochodowych. Ot tak nam wpadł taki pomysł do głowy, by nieco zadziałać na świadomość niektórych naszych kierowców. Bo na ową świadomość trzeba jakoś wpływać, a jak inaczej, jeśli nie takimi właśnie inicjatywami? Może jeden z drugim, którzy przyjdą na wystawę, zrozumieją, że nie ma co gnać do przodu na wariata, może zdejmą nieco nogę z gazu, dzięki czemu uratują siebie i innych. Kto wie? Ja nie, nie wiem. Ale mam taką nadzieję. Po tym, co ostatnio widziałem, stwierdziłem, że ta wystawa musi być zorganizowana jak najprędzej, póki jeszcze jest komu ją pokazywać. Chcieliśmy z Radkiem, by była nieco bardziej kontrowersyjna od jej obecnej formy, ale sobie odpuściliśmy. Na razie to, co przygotowaliśmy, powinno wystarczyć. Pytanie tylko na jak długo...
Tak więc zapraszam do starego młyna, czyli Studia Fotografii Radka Rzemińskiego w piątek w godzinach 11.30 - 18 i sobotę w godzinach 11 - 16 do oglądania tego, co może się przytrafić każdemu z nas. I to w ułamki sekund, kiedy najmniej się spodziewamy. Przyjdźcie, zobaczcie, oceńcie, a przede wszystkim zastanówcie się. Nie tylko nad sensem życia ;) ale nad tym, jak zachowywać się na drodze, by nikomu krzywda się nie stała. By każda podróż zakończyła się dotarciem do celu, czego sobie i Wam życzę.
Zatem - do jutra!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

