Dziś trochę pofilozofuję nad sensem życia, a dokładniej nad samym życiem. Tak mnie jakoś naszło, bo niedawno wróciłem od dziadka i babci. Oboje mają już swoje lata i ich czas nieuchronnie się zbliża. I dziś właśnie o tym, o ludziach, którzy swoje już przeżyli i o naszym szacunku do nich.
No właśnie - jaki jest szacunek młodego (sam za takiego się uważam), ale nie tylko, człowieka do starszych osób? Z tego co sam obserwuję, bywa naprawdę kiepsko. Niektórzy młodzi mają gdzieś babcie czy dziadków, uważają ich za ludzi, którzy opowiadają jakieś tam pierdoły i nie wiedzą nic o życiu. Bo ja mam dwadzieścia parę lat, pozjadałem wszystkie rozumy i jestem najlepszy, najważniejszy i najmądrzejszy. Po co mi dziadek czy babcia i ich opowieści o wojnie, skoro ja to wszystko w książkach przeczytam. O ile w ogóle przeczytam. I tak jest, nie oszukujmy się. Starszych ludzi coraz mniej się szanuje. A to przykre. Nie tylko dla nich, ale dla nas samych. W końcu kto jak nie ci starsi ludzie walczyli o to, byśmy mogli żyć teraz w wolnej Polsce? To właśnie oni są prawdziwym źródłem historii, nie książki. Książka nie odda emocji w taki sposób, jak babcia czy dziadek, którzy ze łzami w oczach wspominają, jak było ciężko, jak oglądali śmierć znajomych, kolegów, czy rodziny. Oni to przeżyli, odczuli, byli w centrum tych tragicznych wydarzeń. A my, młodzi, mamy to gdzieś...
Wiem, że nieco generalizuję, ale chyba w większości przypadków tak właśnie (niestety) jest. Weźmy na przykład nowomiejski pomnik pod Nawrą. W zasadzie to ni nowomiejski, ni gminny, ale mniejsza o to. Nie tak dawno temu banda młodych kurdupli oszpeciła go farbą w spray'u tak w zasadzie nie wiedząc dlaczego to robi. Po prostu, dla zabawy, z szczeniackiej głupoty. Ci, którzy tam ginęli, pewnie przewracali się w grobach. Na tych młodych, którzy szaleli w najlepsze z farbą, nie podziałała nawet tabliczka z napisem "Za Twoje dziś oddaliśmy nasze jutro", czy jakoś tak, nie pamiętam dokładnie jak to hasło brzmi. Nie podziałało ono na nich, po prostu malowali. Na szczęście teraz jest tam posprzątane i w zasadzie jest w miarę OK. Ale takich przykładów braku poszanowania dla naszej kultury, tożsamości i właśnie starszych jeszcze żyjących ludzi jest coraz więcej. Na wyjeździe z Bratiana jest też pomnik pomordowanych. Jeśli będziecie tamtędy przejeżdżać, zobaczcie co w lesie za nim leży... Śmieci, mnóstwo śmieci... To tak jakby ktoś wyrzucił je na cmentarzu... Nie wspominając o tym, ze swego czasu uczniowie podstawówki z Bratiana posadzili tam kilkanaście drzewek, a następnego dnia zostało ich ledwie kilka...
Wracając jednak do naszych dziadków i babci. Szanujmy ich i podobnych im wiekiem. To dzięki nim pośrednio jesteśmy na świecie, to od nich powinniśmy uczyć się życia i radzenia sobie z trudnymi sytuacjami. To z nimi powinniśmy rozmawiać i to jak najczęściej. Bo już niedługo ich nie będzie, odejdą, na zawsze. Wtedy może niektórzy za nimi zatęsknią, może pomyślą sobie, że mogłam czy mogłem ich odwiedzić, porozmawiać. Wtedy będzie za późno...
Ja odwiedziłem dziś swoich dziadków. Rozmawiałem z nimi, wspominałem jak to było w dzieciństwie, kiedy u nich się wychowywałem. Na ich twarzach widziałem niesamowitą radość. Radość, bo ktoś do nich przyjechał, porozmawiał. Byli szczęśliwi, bo nie byli sami. A tacy właśnie są, osamotnieni, wiedzą, że ich czas się zbliża. Jakby czekali... Na koniec... Pomóżmy im, bądźmy z nimi i spieszmy się ich kochać, w ogóle kochać ludzi, bo oni szybko odchodzą...
Nasze życie jest niczym pochodnia. Zapala się, jakiś czas płonie, a potem gaśnie. Na zawsze... Kto wie, czyja pochodnia zgaśnie jutro...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


4 komentarze:
Taka jest kolej rzeczy... starsi odchodzą pozostawiając po sobie jakieś dziedzictwo które zostanie tak na prawdę docenione za kilka pokoleń. Taka jest już ludzka mentalność, że nie rozumiemy rzeczy które nas bezpośrednio nie dotyczą...
Bodzio
Super tekst, daje do myślenia... Doceniajcie babcie i dziadków jeśli ich macie...nie każdy w życiu miał takie szczęście.
Aniucha
Tęsknię za swoimi dziadkami... Za tymi co już odeszli.. i za babcią, która jest i z dnia na dzień robi się coraz starsza. Kiedyś gdy mieszkałyśmy blisko siebie, nie było dnia bym do niej nie zaszła. Teraz odległość robi swoje. Czas płynie szybko, a ja zapominam do niej zadzwonić... I ogarnia mnie lęk, że nie zdążę usłyszeć jej głosu, pożegnać się, zobaczyć... Że to ktoś z rodziny zadzwoni do mnie i powie, że jej już nie ma...
My tez kiedyś będziemy starzy, co mogloby nas bardziej uszcześliwic jak nie usmiech i rozmowa z wnukiem czy wlasnymi dziecmi ? :)
Will
Prześlij komentarz