wtorek, 4 marca 2008

Historia dobiega końca...

A więc stało się... To już (chyba) koniec Drwęcy... Piszę chyba, bo w końcu nadzieja umiera ostatnia, jak pisałem w jednym z poprzednich postów. Ale tak szczerze mówiąc, nie mam zbyt wielkich złudzeń. Moim zdaniem to już jest koniec. Koniec nie tylko klubu, ale też jego 89-letniej historii, a także sportu w Nowym Mieście. Jest oczywiście sport szkolny (MUKS Olimpia), ale na tym koniec. Słowem koniec Drwęcy to koniec sportu masowego, tego, który dostarczał raz na dwa tygodnie jakichś emocji. A teraz emocji co niektórym dostarczać będzie otwieranie wina przy sklepie. Bo co tu robić w sobotę, prawda?

W zasadzie to nie wiem, kto jest temu winien. Odezwą się głosy, że władze miasta. Hmm... Po części, może i tak. Bo w sumie radni mogli zagospodarować odpowiednią ilość środków finansowych na tzw. szkolenie dzieci i młodzieży. Nie mówię tu o kwocie 500 tysięcy złotych. Ale przy budżecie 34 miliony zł, te 150 tys. nie byłoby jakąś ogromną kwotą dla miasta, a dla klubu to jednak spora pomoc.

Inną sprawą jest brak zainteresowania nowomieszczan sprawami nowomiejskimi. Bo przecież nowomiejską sprawą jest Drwęca. To w końcu klub nowomiejski, a nie prywatny. Tylko, że swoje zainteresowanie tą nowomiejską sprawą wyrazili zarówno przedsiębiorcy jak i burmistrz Alina Kopiczyńska. Tych pierwszych była garstka, a jeśli chodzi o panią burmistrz, to po prostu po chwili sobie wyszła (o czym już wcześniej pisałem). Nie dziwię się więc Janowi Szynace, przedsiębiorcy z Lubawy, że nie chce (w tej chwili) sponsorować klubu. Rozmawiałem z nim i w sumie potwierdził to, do czego sam wcześniej doszedłem. A chodzi o prostą sprawę - skoro ludziom z Nowego Miasta nie zależy na ratowaniu klubu, to dlaczego ma zależeć komuś z Lubawy? Dla mnie sprawa oczywista, pan Szynaka ma całkowitą rację.

Cóż, wychodzi więc na to, że sprawdzi się to, co napisałem kiedyś na łamach Gazety Olsztyńskiej - zamiast 90-lecia klubu będziemy mieli jego pogrzeb. Jeśli nie zdarzy się cud, to tak będzie. I nie ma co się łudzić. Zawodnicy już się rozjechali, do ligi został nieco ponad tydzień, trenera nie ma, nie ma pieniędzy. Jest za to dług i wciąż walczący Daniel Cieplak. Podziwiam go, ale tak naprawdę, to mu współczuję. Jest niemal sam, jedyny, który jeszcze wierzy. Ja w głębi ducha też wierzę, jeszcze mam nadzieję, ale z każdym dniem jest jej coraz mniej. Bo z każdym dniem nasze szanse (pisząc nasze mam na myśli Drwęcę) maleją.

Wyjść nie ma zbyt wielu. Dla mnie najrozsądniejszym byłoby, gdyby juniorzy dokończyli swoje rozgrywki, po czym należałoby ogłosić upadłość klubu i stworzyć nowy, np. KP Drwęca. Wówczas, dzięki przychylności Warmińsko-Mazurskiego Związku Piłki Nożnej, może moglibyśmy rozpocząć rozgrywki od ligi wyższej niż B, czy nawet A klasa. Najbliższe tygodnie pokażą, co to będzie. Ale jakoś optymistycznie tego nie widzę. I powiem Wam szczerze - bardzo chciałbym nie mieć w tym przypadku racji...

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Cieplak nie jest sam.... Są jeszcze inni.

Łukasz pisze...

Napisałem, że jest "niemal" sam. Wiem, że nie jest. Są jeszcze tacy, którzy wierzą. Ale i oni tracą nadzieję, a przede wszystkim ochotę do pracy na rzecz klubu, który coraz więcej osób ma gdzieś.

Łukasz pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Anonimowy pisze...

Leje Pan łzy potęgi drugiej nad klubem, jak mówi poeta, ale my to wszystko wiemy. Oczekujemy od Pana czegoś więcej. Może Pan pobawi się w dziennikarza śledczego i podpowie na samemu sobie postawione pytanie: "kto jest temu winien". Taki obiektywny, rzetelny artykuł mógłby uratować klub, za co kibice poniesili by Pana na rękach. Do dzieła...