Właśnie wróciłem z kręgielni w Nowym Mieście Lubawskim. Nie, to nie żart, mamy w Nowym Mieście kręgielnię. Coś się w końcu ruszyło. Może inaczej - miasto się nieco rozwinęło pod względem rozrywki dla mas. Tylko tak prawdę mówiąc, gdyby nie pieniądze prywatnej osoby, to nadal niewiele by było. Ale znalazł się facet, który wpadł na pomysł zamiany starego magazynu z klepkami na kręgielnię. Dwa miesiące i było po sprawie. W piątek otwarcie, dziś pierwszy turniej.
Ten sam facet, który jest właścicielem kręgielni, kilka lat temu miał kaprys, by rzucić "trochę grosza" (nie takie trochę, proszę się tym nie sugerować) na piłkę nożną. I tak rzucał i rzucał, aż Drwęca awansowała do II ligi (z której spadła z hukiem i do tej pory nie może się po tym pozbierać, ale nie o tym będę pisał w tym wątku). Podobnie jak wówczas, tak i dziś, na rozrywkę do Nowego Miasta przyjeżdżali sąsiedzi zza miedzy, czyli lubawianie, iławianie. Tylko nie byłoby tego, gdyby nie prywatne pieniądze. Bo w sumie kto przyjedzie do miasta powiatowego, jedynego miasta w powiecie, w którym nawet nie ma sceny z kurtyną z prawdziwego zdarzenia? Do miasta powiatowego, jedynego miasta w powiecie (mogę to powtarzać do znudzenia), w którym nie ma kina (jest Harmonia, ale... no, właśnie, hmm...)? Do miasta powiatowego, jedynego miasta w powiecie, w którym nie ma prawdziwej sceny do koncertów? No kto? Po co? Kulturalno-rozrywkową stolicą regionu to my nie jesteśmy. Na pewno nie w powiecie, bo ta rola przypada (przypominam, że to moje subiektywne odczucia, w końcu to mój blog;) Bratianowi (o tym w jednym z kolejnych postów). Odpowiedź na te pytania jest prosta - NIKT. Nikt nie przyjedzie. Jedynie przejedzie. Dalej, do Brodnicy, Torunia, ewentualnie Iławy, Ostródy czy Olsztyna. Tam mają sztandarowe imprezy, takie jak np. Złota Tarka i Iławskie Spotkania Kabaretowe (Iława), czy festiwal reggae w Ostródzie. A my? Co mamy? Normalnie nie wiem od czego zacząć wyliczać, tyle tego jest. A już całkiem serio, to nie mamy NIC... Jednak wbrew pozorom, mimo takich, a nie innych warunków coś się czasami dzieje. Tylko że tego nie doceniamy...
Jeśli tak będzie dalej (czyli nie będziemy doceniać tych, którzy coś próbują robić), to w Nowym Mieście zostaną sami malkontenci, których naturą jest marudzenie. A reszta sobie wyjedzie (patrz Zbyszek Kamiński i organizowany przez niego Zlot Fanów Queen - czy będzie w tym roku?). Umieramy, a najgorsze jest to, że sami sobie zgotowaliśmy taki los. Dlatego też doceniajmy tych, którzy coś robią, czasami sami podkasajmy rękawy i weźmy się do pracy. Zróbmy coś. Coś, co sprawi, że rozbujamy to nasze miasto i lubawianie i iławianie będą jako miejsce rozrywki wybierać Nowe Miasto. A już przede wszystkim nie narzekajmy na tych, którzy coś robią. Jeśli sami nic nie robimy, to nie komentujmy, że to mogło być lepiej, a to inaczej. Bo to tak, jakbyśmy podcinali gałąź, na której siedzimy. Zniechęcamy w ten sposób ludzi, którzy cokolwiek robią. Potem oni wyjeżdżają tam, gdzie są doceniani, a nam pozostaje pustka. Czarna dziura. Ale dla malkontentów to będzie raj, bo znów można będzie ponarzekać. Nie pozwólmy na to, bo potem pozostanie nam jedynie to, o czym śpiewał Big Cyc. A zaczynało się to, o ile mnie pamięć nie myli, tak: "W naszym mieście niewiele się dzieje...". Resztę znacie, prawda?
Ten sam facet, który jest właścicielem kręgielni, kilka lat temu miał kaprys, by rzucić "trochę grosza" (nie takie trochę, proszę się tym nie sugerować) na piłkę nożną. I tak rzucał i rzucał, aż Drwęca awansowała do II ligi (z której spadła z hukiem i do tej pory nie może się po tym pozbierać, ale nie o tym będę pisał w tym wątku). Podobnie jak wówczas, tak i dziś, na rozrywkę do Nowego Miasta przyjeżdżali sąsiedzi zza miedzy, czyli lubawianie, iławianie. Tylko nie byłoby tego, gdyby nie prywatne pieniądze. Bo w sumie kto przyjedzie do miasta powiatowego, jedynego miasta w powiecie, w którym nawet nie ma sceny z kurtyną z prawdziwego zdarzenia? Do miasta powiatowego, jedynego miasta w powiecie (mogę to powtarzać do znudzenia), w którym nie ma kina (jest Harmonia, ale... no, właśnie, hmm...)? Do miasta powiatowego, jedynego miasta w powiecie, w którym nie ma prawdziwej sceny do koncertów? No kto? Po co? Kulturalno-rozrywkową stolicą regionu to my nie jesteśmy. Na pewno nie w powiecie, bo ta rola przypada (przypominam, że to moje subiektywne odczucia, w końcu to mój blog;) Bratianowi (o tym w jednym z kolejnych postów). Odpowiedź na te pytania jest prosta - NIKT. Nikt nie przyjedzie. Jedynie przejedzie. Dalej, do Brodnicy, Torunia, ewentualnie Iławy, Ostródy czy Olsztyna. Tam mają sztandarowe imprezy, takie jak np. Złota Tarka i Iławskie Spotkania Kabaretowe (Iława), czy festiwal reggae w Ostródzie. A my? Co mamy? Normalnie nie wiem od czego zacząć wyliczać, tyle tego jest. A już całkiem serio, to nie mamy NIC... Jednak wbrew pozorom, mimo takich, a nie innych warunków coś się czasami dzieje. Tylko że tego nie doceniamy...
Jeśli tak będzie dalej (czyli nie będziemy doceniać tych, którzy coś próbują robić), to w Nowym Mieście zostaną sami malkontenci, których naturą jest marudzenie. A reszta sobie wyjedzie (patrz Zbyszek Kamiński i organizowany przez niego Zlot Fanów Queen - czy będzie w tym roku?). Umieramy, a najgorsze jest to, że sami sobie zgotowaliśmy taki los. Dlatego też doceniajmy tych, którzy coś robią, czasami sami podkasajmy rękawy i weźmy się do pracy. Zróbmy coś. Coś, co sprawi, że rozbujamy to nasze miasto i lubawianie i iławianie będą jako miejsce rozrywki wybierać Nowe Miasto. A już przede wszystkim nie narzekajmy na tych, którzy coś robią. Jeśli sami nic nie robimy, to nie komentujmy, że to mogło być lepiej, a to inaczej. Bo to tak, jakbyśmy podcinali gałąź, na której siedzimy. Zniechęcamy w ten sposób ludzi, którzy cokolwiek robią. Potem oni wyjeżdżają tam, gdzie są doceniani, a nam pozostaje pustka. Czarna dziura. Ale dla malkontentów to będzie raj, bo znów można będzie ponarzekać. Nie pozwólmy na to, bo potem pozostanie nam jedynie to, o czym śpiewał Big Cyc. A zaczynało się to, o ile mnie pamięć nie myli, tak: "W naszym mieście niewiele się dzieje...". Resztę znacie, prawda?
Mój blog miał być żartobliwy, z humorem, ale jednak całkiem serio. Tymczasem dwa pierwsze wpisy traktują o tym, że nie jest tutaj wesoło. Ale niestety taka jest prawda... To miasto umiera... Po prostu umiera... A wiecie co jest najgorsze? To, że wielu osobom to nie przeszkadza. Dalej sobie siedzą, przyglądają się z boku i mówią, że nic się nie dzieje. A jeśli już się dzieje, to im się to nie podoba. Bo trzeba ponarzekać. To normalne i naturalne zachowanie typowego nowomieszczanina - narzekanie. Jak jest koncert na rynku, to marudzenie, że to na rynku a nie na stadionie. Jak impreza jest na stadionie, to narzekanie, że mogłaby być na rynku. Przykładów jest wiele. Może już wystarczy tego marudzenia? Jak myślicie?


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz