Jestem ciekaw co to będzie z naszą Drwęcą. Blisko 90-letni klub chyli się ku upadkowki. Przykro to pisać, ale taka prawda. Ale nie to jest najgorsze. Kluby powstają i upadają, taki ich żywot. Widocznie kiedyś musiał przyjść czas na Drwęcę. Żyję z nadzieją, że to jeszcze nie ten czas....
Jeszcze niedawno cieszyłem się (jak dziecko) z gry Drwęcy w II lidze. To były czasy! Ha! Przyjechała Jagiellonia Białystok i ledwo wywiozła remis, był Widzew Łódź, który bardzo szczęśliwie wygrał 1:0. Ja jestem jeszcze młody, myślę, że jeszcze wiele przede mną. Ale ci starsi mieszkańcy Nowego Miasta i klubowi działacze, dla nich to dopiero były chwile. Pamietam Gerarda Wyszyńskiego, starszego pana mieszkającego niegdyś przy stadionie. Był opiekunem boiska przez wiele długich lat. Większość swojego życia poświęcił Drwęcy. Kiedy przyszedł awans do II ligi, na policzkach jego i wielu innych podobnych jemu działaczy, spłynęły łzy szczęścia. Na takie chwile czekali całe swoje życie. Oni oddaliby wiele, by ratować klub, jakoś mu pomóc. Jednym z takich ludzi jest pan Benek Adamkiewicz. Pan Benek. Tak, ten sam, który maluje linie na boisku, starszy pan w okularach. Przychodzi, ogląda mecze z boku, bije brawo, cieszy się z wygranej, przykro mu po porażce. I teraz też mu pewnie przykro, kiedy widzi to co się dzieje z klubem. Wielu innym, nieco młodszym i tym całkiem młodym, też jest przykro. Ale chyba nie wszystkim...
Jakoś u niewielu związanych z klubem młodych ludzi zauważyłem, by się przejmowali Drwęcą. Większość z nich, tych, którzy dzięki Drwęcy zaczęli w ogóle pojmować grę w piłkę, zostawiło klub w chwili, kiedy ich najbardziej potrzebuje. Poszli w świat. Za pieniędzmi. Bo raczej nie w pogoni za zdobyciem nowych umiejętności - każdy trafił gdzieś do IV ligi. Nasi ludzie, nowomieszczanie, po prostu odwrócili się od klubu. Wiem, wiem. Klub zapewne zalegał im pieniądze, długo nikt nie płacił itp. Rozumiem, OK, w porządku. Ale można było się jakoś dogadać, spróbować, a nie po prostu wypiąć się na swój macierzysty klub w chwili, kiedy potrzebuje on pomocy jak nigdy dotąd. Może gdyby to były inne czasy? Czasy właśnie panów Benka i Gerarda? Może wówczas coś takiego jak lokalny patriotyzm coś by znaczyło. A teraz? Teraz liczy się tylko kasa. Ale czyżby? Spójrzmy kto przyjeżdża na treningi, sparingi Drwęcy. Spójrzmy, kto chce grać w tym klubie. Pojawił się piłkarz z A klasy z Burzy Słupy, był ktoś z Nidzicy, Olsztynka, Działdowa chyba też. Oni po kasę raczej nie przyjechali, czytają gazety, wiedzą, że tutaj nie ma pieniędzy. Przyciągnęła ich chęć gry w trzeciej lidze. I ta chęć gry jest silniejsza od żądzy pieniądza. Ale co jest najlepsze? Ano to, że teraz ci chłopcy, którzy przyjechali do Nowego Miasta Lubawskiego z różnych zakątków naszego województwa, teraz właśnie oni będą ratować Drwęcę. Nie nasi, nowomieszczanie, a (przepraszam za określenie) obcy, ludzie z zewnątrz. Jak to o nas świadczy?
Zaznaczam jednak, że nie mówię tutaj o wszystkich nowomieszczanach. Owszem, kilku jednak zostało i chwała im za to. Najbardziej cenię za ten ruch Adriana Kurala. Ten chłopak ma, jak to się mówi, papiery na grę. Talent jakich długo w Nowym Mieście pewnie mieć nie będziemy. Podobnie zresztą jest z Grzesiem Domżalskim. Jeden i drugi zostali w Drwęcy, kiedy ta ich potrzebowała. Adrian miał propozycje z czołowych klubów trzeciej ligi. Został, bo chce pomóc. Grzesiu swego czasu miał kilka ofert, ale też czekał. Czekał, czekał i się doczekał. Najpierw awansu z Drwęcą do II ligi, bramek w tychże rozgrywkach, a potem koszulki z numerem 10 na plecach i herbem Ruchu Chorzów na piersi. Tak, tam teraz gra.
I co? Można było zostać, poczekać, a przede wszystkim pomóc? Można było. A teraz ratują nasz klub ludzie z zewnątrz, którzy z Nowym Miastem mają tyle wspólnego, co Nowe Miasto z Krakowem. Trener też jest z zewnątrz, a bardzo zaangażował się w pomoc klubowi. A z nowomieszczan zostało jedynie kilku, którzy coś tam jeszcze próbują zrobić. Daniel Cieplak i jeszcze paru. Moim zdaniem, ci wszyscy, którzy teraz coś działają przy klubie, są jego ostatnią deską ratunku. Jeśli im się nie powiedzie, to już nie ma Drwęcy. Jest dno. Trzymam za nich kciuki, bo jeśli Drwęca padnie, to w Nowym Mieście nie będzie już żadnego sportu drużynowego. A odbudować to od podstaw będzie bardzo trudno i potrwa to wiele długich lat...
Nadzieja umiera ostatnia. Moja jeszcze żyje...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


3 komentarze:
Panie Łukaszu, gratuluję odwagi i ostrego "pióra". Niech się Pan nie poddaje. Nie można mówić,że czarne jest białe. Choć mieszkam z dala od ziemi nowomiejskiej to interesuję mnie co się tam dzieje i na bieżąco śledzę wszelkie z nią związane informacje. Pozdrawiam serdecznie. Jan Poniatowski (www.noraredaktora.blogspot.com)
Łukasz jak ci nie zapłaca w Gazecie Nowomiejskiej to nie poszukasz nowej pracy tylko dalej ze wzgledu na patriotyzm bedziesz tam pracował.
nie wydaje mi się ,że to odwaga i ostre pióro
Prześlij komentarz